Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wakacje. Pokaż wszystkie posty

2017-09-23

Majorka część 3

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym, a za razem ostatnim majorkowym poście.
Tym razem przygotowałam post zdjęciowy.
Będzie w nim wszystko to, co przywiozłam z Majorki.
Od razu powiadamiam, że w hotelu poczęstowałam się wszystkimi ulotkami. Ale spokojnie, na zdjęciach umieszczę tylko to, co ciekawsze.
Tak więc zapraszam do obejrzenia zdjęć.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki









2017-09-14

Majorka część 2

Hej Kochani,
Witam Was w drugim majorkowym poście.
Jak wspomniałam w pierwszym z tej serii, dzisiaj będzie o hotelu, w którym pomieszkiwałam.
Na początku jednak to czego zapomniałam poprzednio.
Lotnisko znajduje się w stolicy, którą jest Palma de Mallorca, a autobus z lotniska zawiózł mnie do El Arenal.
Według mnie to miasto typowo turystyczne, ale całego nie zwiedziłam.
Większość uliczek jest jednokierunkowa, nawet niektóre główne.
Zakwaterowana byłam w Hotel Ipanema Park, który posiada bliźniaka za ulicą - Hotel Ipanema Beach.
Już na wejściu zaskoczenie, bo hotel nie posiada gwiazdek, tylko muszelki :)
Recepcja na przeciwko wejścia, więc człowiek się nie zgubi.
Po lewej stronie kanapy i fotele, a także wejście do baru i na basen.
Po prawej winda, schody i "stołówka".
Miałam pokój nr. 307, więc na trzecim piętrze.
Podczas całego pobytu skorzystałam z windy tylko raz, na początku.
Potem za każdym razem pokonywałam 57 schodów, bo można było poskakać.
A w windzie co zrobisz? No właśnie, nic.
Zaraz po przyjeździe była kolacja - wszystkie posiłki były w formie stółu szwedzkiego.
Wybór był całkiem spory, każdy znalazł coś dla siebie.
Nawet ja miałam świeżo wypiekane bułki bezglutenowe.
Wystarczyło poprosić kogoś z obsługi i były gotowe po 8 minutach.
Tak więc bezglutenowcy - miejsce sprawdzone i godne odwiedzenia.
Przy każdym "daniu" stały tabliczki z nazwą, w tym na samym dole po polsku.
Do śniadania podłączone były automaty z napojami - tu już tylko po hiszpańsku.
Natomiast do obiadów i kolacji - lody.
Lodową normę miałam wyrobioną już trzeciego dnia, bo prawie zawsze brałam po 2 gałki każdego z 3 smaków.
Do tego 3 polewy i kolorowa posypka - jak korzystać, to na całego.
Posiłki były wydawane w godzinach:
7:45-10:30 - śniadanie
13:15-15:15 - obiad
18:30-20:45 - kolacja (lub coś koło tych godzin)
Pomiędzy posiłkami można było korzystać z basenu.
Mała część to brodzik (może 3 m²), a większa to normalny basem z szybkim wzrostem głębokości (od 1,4 m do 2,3 m).
Nie był ani mały, ani ogromny.
Kilkanaście osób mieściło się jednocześnie i było jeszcze miejsce na skoki do wody.
Wokół basenu były porozstawiane leżaki i kilka stolików pomiędzy nimi.
Z basenu można było korzystać średnio do 21.
Nad wejściem do baru była duża dmuchawa, pod którą stałam nawet po kilka minut po spaleniu przez słońce.
W barze miło się siedziało i czytało książkę.
Co prawda, robiłam to tylko raz i to w sobotę, ale czytałam przez ponad 3 godziny, co oznacza, że miło spędziłam ten czas.
A propos końca wyjazdu - w hotelu jest przechowalnia bagażu.
Nie wiem, czy to już wszystko.
Pewnie nie, dlatego jak coś mi się przypomni ważnego, to dopiszę.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki





2017-08-31

Majorka część 1

Hej Kochani,
Witam Was w pierwszym majorkowym poście.
Wróciłam i troszkę odpoczęłam, więc zabieram się do roboty.
To był naprawdę zaskakujący tydzień i nie wiem od czego zacząć.
Wypadałoby oczywiście od podróży, ale zobaczymy co z tego wyjdzie.
Samolot miał odlecieć o 14:05.
Mimo tego trzeba było być dwie godziny wcześniej na odprawie.
Kolejka po bilety i oddanie bagażu wydawała mi się spora, ale dopiero za mną tak naprawdę się zaczęła.
Potem przeszłam do kontroli wraz z bagażem podręcznym.
Nie mogłam być "skanowana" wraz z pompą insulinową, więc przeszłam kontrolę jak na filmach.
Mam nadzieję, że ludzie za mną mieli jeszcze dużo czasu do odlotów, bo trochę wstrzymałam ruch.
Przez godzinę chodziłam po obszarze bezcłowym, a potem siedziałam przy "bramce" do samolotu.
Po sprawdzeniu biletu przeszłam do autobusu.
Niestety w Polsce nie było w(y)chodzenia przez rękaw do (z) samolotu.
Z autobusu cała gromada ludzi ruszyła w stronę samolotu.
Ja miałam wejść tylnymi drzwiami.
Wszystkich witały miłe stewardessy i jeden steward.
Po znalezieniu miejsca w samolocie czekałam na resztę pasażerów.
Około 14 odbyły się szkolenia dot. zapinania pasów, korzystania z kamizelki i maski.
W końcu samolot zaczął jechać na pas startowy.
Chwilę tam postał i wystartował.
Oderwałam się od ziemi po 27 sekundach.
Wznoszenie trwało prawie 30 minut, a w tym czasie uszy zatkały mi się niezliczoną ilość razy.
Przez deszczową pogodę w Warszawie widoczność była ograniczona, ale zaledwie po kilku minutach widać było już słońce.
Lot trwał prawie 3 godziny.
Leciałam nad Czechami, Austrią (piękne Alpy), Włochami, Minorką i Majorką.
Dlaczego nad Majorką? Bo lotnisko jest na południu wyspy.
Z całego lotu najgorsze było lądowanie, ale to zależy od pilota, czy coś takiego.
Poerwsza różnica na nowej ziemi: brak chmur, brak deszczu, słońce.
Pogoda piękna, a ludzie poubierani w swetry i bluzy hahaha.
Wyjście z samolotu było przez rękaw.
Odszukanie "odbieralni" bagażu zajęł chwilkę, ale i tak moja walizka była prawie na samym końcu.
Następnie trzeva było odszukać kogoś z biura podróży, co też pochłonęł kilka minut.
Jak się okazało, z całego samolotu, do mojego hotelu jedzie tylko 18 osób.
Na miejsce zawiózł nas autobusik i cdn.
Zapraszam już niedługo do kolejnego majorkowego posta, tym razem o hotelu.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki







2016-08-18

Wattpad

Hej Kochani,
Wpadł mi dzisiaj do głowy bardzo ciekawy pomysł na post.
Znacie może Wattpad?
Jeśli nie, to zaraz poznacie.
Jest to strona/aplikacja, w której można umieszczać własne opowiadania.
Są one dostępne dla osób, które mają tą aplikację, bądź odwiedziły stronę.
Tak dokładnie, to już nie pamiętam, czy trzeba się rejestrować,
jednak jest to wymagane, by dodać opowiadania do biblioteki.
Dlaczego o tym piszę?
Otóż byłam tydzień nad jeziorem z Agatą.
Pewnego wieczoru postanowiłyśmy, że sobie poczytamy coś śmiesznego.
Przeczytałyśmy kilka kawałów, ripost, śmiesznych tekstów, itp.
Potem przeszłyśmy do kategorii Fanfiction.
Tym razem tylko Agata czytała.
Wybrała losowe opowiadanie o Bars&Melody.
(Żadna z nas o nich wcześniej nie słyszała)
Nie zdradzę tytułu, ale dodam, że pojawiła się część 2.
Może ktoś rozpozna, gdy wspomnę, że autorce chyba włączyła się autokorekta, i wyszło Barszcz i Mielony.
Od tego opowiadania Agata zyskała nowy pseudonim.
To wszystko dzięki autorce.
Wielkie dzięki dla Julii S.
To właśnie to tajemnicze nazwisko, które pasuje do chyba wszystkich imion (sprawdzałyśmy).
O to w sumie wszystko.
Wcześniej znalazłam jeszcze kilka "dobrych tekstów".
Będziecie też mogli zobaczyć, jak wygląda aplikacja, jeśli jeszcze jej nie znacie.
Wstawię poniżej screeny jakichś opowiadań, czy coś takiego.
Ostrzegam!
Niektóre osoby mają niesamowity talent do pisania.
5 opowiadań, które przeczytałam (min. 60 długich rozdziałów), zostanie wydamych w formie książek.
Są też osoby z mniejszym talentem, jednak wiem, że nie wszyscy muszą być od razu wspaniałymi pisarzami.
Wiem to np. na własnym przykładzie.
Jednak i tak gratuluję wszystkim, bo wiem, że krytyka nie sprzyja dalszemu rozwojowi.
Do wszystkich autorów, pisarzy i blogerów:
Nie poddawajcie się nigdy, choćby nawet bardzo Wam się nie chciało.
Nie przejmujcie się krytyką, lecz przyjmujcie pochwały.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki



2016-07-27

Lody mocno czekoladowe

Hej Kochani,
Dzisiaj przychodzę do Was z typowo letnim postem.
Pomyślałam, że trzeba w końcu przetestować prezent urodzinowy.
Postanowiłam zrobić lody.
Udałam się dzisiaj do sklepu na małe zakupy.
Co kupiłam?
Mleko 3,2% i masełko czekoladowe.
Miała to być Nutella, ale niestety nie było (jakim cudem???).
Po powrocie przygotowałam wszystkie składniki (czyli to, co kupiłam)
i umyłam pojemniczki.
Przygotowanie "masy" zajęło mi 40 minut.
Tak długo, ponieważ trzeba to podgrzać, a potem ostudzić.
Nie wliczam do tego czasu mrożenia, bo dopiero je wstawiłam i nie wiem ile to potrwa.
Myślę, że na wieczór będą już gotowe.
Ok. Czas na przepis.

Składniki:
  •  masełko czekoladowe (np. Nutella, lub inne smarowidło) 400g
  • mleko (najlepiej śmietanka, ale zwykłe też może być; im więcej %, tym bardziej kremowe wyjdą lody) 500g


Przygotowanie:
  1. Wszystkie składniki przerzuć do garnuszka/rondelka.
  2. Wymieszaj.
  3. Grzej na średnim ogniu, dopóki masełko się nie rozpuści.
  4. Zdejmij z ognia i odstaw do wystygnięcia.
  5. Zimną "masę" przelej do wcześniej przygotowanych pojemniczków.
  6. Wstaw do zamrożenia na około 5 godzin.
Z mojej porcji po nalaniu do kubeczków zostało jeszcze tyle samo "masy".
To, co zostało, wstawiłam do lodówki.
Wieczorkiem spróbuję tego smakołyku i dopiszę wrażenia.
Robiliście takie lody?
Może macie jakieś uwagi.
Jeśli tak, zapraszam do komentowania.
Chętnie przeczytam Wasze uwagi odnośnie mojego przepisu.
Poniżej jeszcze znajdziecie zdjęcia wszystkich produktów wykorzystanych do domowej produkcji lodów.
Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Życzę miłego dnia i smacznego.
Pozdrawiam
Nicki






O 18;30 patyczek wyszedł z loda, ale o 9;30 kolejnego dnia był już dobry.

2015-08-28

Powrocik

Hej Kochani,
Zostało mi już tylko ok. 100 kilometrów do domu,
więc postanowiłam Wam coś napisać.
Wiedzcie, że pogoda planowana tydzień wcześniej,
sprawdza się najbardziej.
Dlaczego?
Dlatego, że patrzyłam na pogodę na dzisiejszy dzień
przez ostatnie półtorej tygodnia,
i tylko ta zapowiadana tydzień temu się sprawdziła.
Podróż zaczęłam o 10:30.
Po drodze zajechaliśmy jeszcze na rybkę.
I mam małą niespodziankę.
Nie pisałam o tym wcześniej, gdyż nie miałam co do tego 100% pewności.
Pojechałam z 4-osobową rodziną i psem.
A wracam dodatkowo z kociakiem.
Gdy przyjechaliśmy do naszego miejsca wypoczynkowego,
właścicielka powiedziała, że niedawno urodziły się małe koteczki.
Było już ciemno, ale we wtorek je zobaczyliśmy.
Było 5 małych i matka.
Mojego Tajgera zobaczyłam jako pierwszego.
Od razu mi się spodobał.
Jest bardzo mięciutki i ma szorstki języczek.
Podczas podróży śpi na moich nogach lub brzuchu.
A zaraz potem szaleje gryząc moje palce lub silikonową "zawieszkę".
Aktualnie jednak śpi na różowym ręczniku.
Później, czyli jutro, zamieszczę filmik, na którym bawi się tą "zawieszką".
Nie wiem jak poradzi sobie pies z kotem.
Może macie jakieś pomysły ma przyswojenie ich obecności.
Byłabym bardzo wdzięczna za rady.
Na dzisiaj to wszystko.
Jestem już trochę śpiąca przez tą podróż.
Życzę Wam wspaniałego ostatniego weekendu wakacji.
Pozdrawiam
Zozo

2015-08-27

Foczki

Hej Kochani,
Dzisiaj streszczę Wam dzień wczorajszy, czyli środę.
Wczoraj byłam w końcu w Fokarium na Helu.
Pojechałam specjalnie na karmienie, by zobaczyć cały pokaz.
Szkoda tylko, że jakaś niezdecydowana pani ciągle się przede mną wierciła.
Ale po wejściu na balkon udało mi się zrobić kilka zdjęć.
Następnie całą rodziną wybraliśmy się na lody.
Wzięliśmy rozmiar 2, czyli średni.
Dla mnie były one duże, ale to dobrze, bo lubię lody,
szczególnie waniliowo-czekoladowe.
Jedząc lody, skręciliśmy do portu.
Tam miał akurat odpływać statek "Ocean" w 50-minutowy rejs
po Zatoce Puckiej i otwartym morzu.
Ja weszłam na statek druga od końca, a moja mama ostatnia.
W ostatniej chwili. Ufff
Udało mi się nawet dostrzec rybę w wodzie.
Budynki na lądzie były malutkie i daleko ode mnie.
Widziałam wrak statku, ale nie wiem jakiego,
ponieważ pan kapitan mówił trochę niezrozumiale,
a przynajmniej dla mnie.
To był super rejs, zwłaszcza, że był nie zapowiedziany.
Po rejsie udaliśmy się do samochodu.
Droga zajęła nam ok. godziny.
Po dotarciu do domku poszliśmy na basen,
który jest niedaleko domku.
Około godziny 18:30 poszliśmy do centrum.
Oczywiście, jak to w turystycznej miejscowości,
minęliśmy bardzo dużo straganów,
ale tylko jeden zasłużył na moją obecność.
Były na nim silikonowe przedmioty.
Kupiłam tam bardzo apetyczny piórnik w kształcie banana.
Nie jest on zbyt mały, ani zbyt duży.
Moje mini nożyczki będę musiała nosić oddzielnie.
Po spacerku udaliśmy się jeszcze na koktajle.
No i z atrakcji to tyle.
To był najbardziej przygodowy dzień wakacyjny.
Dzisiaj, tj. we czwartek, byłam kilka godzin na plaży.
Nawet kiedy nie świeciło słońce, było bardzo gorąco, a wręcz upalnie.
Zaraz jak odpocznę po obiadku, pójdę z tatą na siłownię.
Po wcześniejszej wizycie mam lekkie zakwasy na ramionach
od podnoszenia ciężarów.
No i to tyle.
Aaa.
Komunikat.
Wczoraj Dalia obchodziła swoje 17 urodziny.
Jeżeli chcielibyście, tak jak w przypadku Emilki, złożyć Jej życzenia - macie moje pozwolenie.
Dalia na pewno będzie szczęśliwa. :)
No i ja też.
Pod tamtym postem daliście czadu.
Dziękuję.
Życzę Wam miłego wieczorku.
Pozdrawiam
Zozo

2015-08-25

Rozewie

Hej Kochani,
Pierwszą wersję tego posta pisałam przez ponad 30 minut.
Niestety usunęła mi się treść.
Dlatego też ta wersja nie będzie zbyt długa.
Postaram się streścić krótko, ale dokładnie.
W niedzielę około godziny 19 dojechałam na miejsce.
Nie podawałam Wam dokładnie gdzie jestem, więc jestem w Jastrzębiej Górze.
Wczoraj byłam kilka godzin na plaży.
Świeciło słoneczko i wiał lekki wiaterek.
Po zakopaniu mojego brata w piasku, położyliśmy się na kocyku i tak leżeliśmy.
A raczej spaliśmy.
Prawie wszyscy zasnęliśmy, dlatego teraz ledwo siedzimy na krzesłach.
Dzisiaj słońce nie świeciło już tak pięknie, dlatego poszliśmy na latarnię morską.
Do zwiedzania były:
Latarnia Morska Rozewie
Maszynownia
Stodoła
Weszłam na samą górę Latarni, więc byłam  trochę ponad 80 metrów n.p.m.
W Maszynowni znajdują się prądnice, zbiorniki itp.
W Stodole znajdują się obrazy,
na których jest Morze Bałtyckie, łodzie i widoczki nadmorskie.
Po zwiedzaniu udaliśmy się na plażę, którą mieliśmy iść przez ok. 1,5 kilometra.
Wyszliśmy z plaży po ok. 0,5 kilometra,
ponieważ wiał silny wiatr i były duże fale.
Można powiedzieć, że szliśmy wąwozem,
ponieważ szliśmy korytem, a po bokach na wzniesieniach rosły drzewa.
Jak się później okazało, ominęliśmy nasz domek o około 0,5 kilometra.
Tyle przygód jednego dnia. :)
Aktualnie siedzę na fotelu w domku pod kocykiem i oglądam Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce.
Życzę Wam miłego dnia.
Pozdrawiam
Zozo

2015-08-22

Ostatni wyjazd

Hej Kochani,
Zupełnie zapomniałam Was poinformować, że jutro wyjeżdżam nad morze.
Dokładnie jadę do Jastrzębiej Góry.
Z okazji tego, że nie biorę komputera, będę dodawać sprawozdania zdjęciowe.
Tak samo, jak podczas pobytu nad jeziorem, tylko, że częściej.
Myślałam, że Wam to wcześniej napisałam, ale teraz się upewniłam, że nie.
Wybaczcie moje gapiostwo.
Nie wiem, czy będę miała możliwość odpisywania na Wasze komentarze,
ale jak wrócę (piątek/sobota ), to odpiszę na wszystkie.
Nie mogę się już doczekać, ponieważ będę w Fokarium na Helu.
Uwielbiam foki.
Nawet śpię z jedną. :)
Dobra, spadam się pakować.
Aaa, dziękuję, że napisaliście tyle życzeń Emi.
Była bardzo zadowolona, kiedy wysłałam jej linka do postu.
Życzę Wam miłej niedzieli i całego tygodnia.
Pozdrawiam
Zozo

2015-08-17

Przygoda życia

Hej Kochani,
Dzisiaj będzie trochę krótki post.
Na weekend pojechałam nad jezioro.
Wczoraj, gdy już spakowaliśmy prawie wszystkie rzeczy, ja stanęłam na tarasie i objęłam słupek/filar podtrzymujący dom.
Po jakimś czasie poczułam ukłucie.
Puściłam słup i zobaczyłam osę.
Pierwszy raz mnie coś urządliło.
Moja mama od razu przyłożyła cebulę.
Teraz mam tylko czerwoną plamę na ręku.
Mój tata zapytał się mnie, gdzie boli, a ja nie wiedziałam, bo cała ręka mnie piekła i zdrętwiała.
Użądliła mnie jedna osa, a ja panikowałam ( czytaj krzyczałam tak, że sąsiedzi się patrzyli ), jakby mnie 100 użądliło.
Ale teraz mam przygodę z wakacji, którą długo będę pamiętać.
Cudowny weekend.
A Was użądliło coś kiedyś?
Jak tak, to czy panikowaliście tak jak ja?
Na razie to już wszystko.
Jutro wstawię kolejną pracę Pyssla.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Zozo

2015-08-07

Goniądzki trip

Hej Misiaki,
Tego posta dedykuję Kasi <3.
W poniedziałek (3.08.2015r.) wybrałam się z Dalią do Domi.
Domi mieszka w Goniądzu.
Autobus miałyśmy o 13:20 na dworcu w Białymstoku.
Kupiłyśmy bilety w kasie i czekałyśmy na transport.
Do przejechania miałyśmy 56 kilometrów.
Podczas jazdy robiłyśmy głupie zdjęcia.
W autobusie było bardzo gorąco, a w dodatku nie było klimatyzacji.
(pani obok mnie grała w Milionerów na telefonie)
Jechałyśmy już ponad 2 godziny, kiedy zorientowałyśmy się, że to za długo.
Zapytałam się kierowcy, kiedy będziemy przejeżdżać przez Goniądz.
On mi odpowiedział, że Goniądz jest kilkanaście kilometrów za nami.
Nieźle się wkurzyłyśmy.
Wysiadłyśmy na najbliższym przystanku w Grajewie, które było 30 km od Goniądza.
Jak się okazało, ten autobus przejechał 5 kilometrów obok Goniądza.
Oszaleć można.
Na szczęście przyjechała po nas Domi z tatą.
I tak około 17 byłyśmy na miejscu.
Na miejscu dowiedziałyśmy się, że miałyśmy na noc przyjechać.
No więc dzwoniłyśmy do rodziców z tą informacją.
Jak na złość, moja mama nie chciała odebrać.
Oczywiście nie miałyśmy nic ze sobą, nawet pary skarpetek...
Po około godzinie zjadłyśmy obiadokolację, czyli ziemniaki i szaszłyki z grilla.
Potem poszłyśmy zwiedzać.
Byłyśmy przy plaży, na moście (przy którym podczas zachodu Słońca para młoda robiła sobie zdjęcia na łódce), na placu zabaw przy szkole (w której w jednym budynku znajduje się przedszkole, zerówka, podstawówka, gimnazjum i kiedyś liceum), no i tym sposobem obeszłyśmy całe miasto.
Po zwiedzaniu poszłyśmy do domu, by spakować rzeczy, ponieważ spać miałyśmy w domku na działce.
Spakowałyśmy wszystko do samochodu i poszłyśmy w kierunku domku.
Po drodze spotkałyśmy "znajomych" Dominiki, którzy znajdowali się na tarasie widokowym.
W ciągu dalszej drogi szłyśmy środkiem pustej ulicy i śpiewałyśmy piosenki.
A no tak, jeszcze po drodze wlazłam na latarnie uliczną.
Po dotarciu na miejsce, podłączyłyśmy laptopa i puściłyśmy muzykę.
Około 22, przy rozpalonym ognisku, piekłyśmy kiełbaski.
W okolicach godziny 23 przyszło 2 kolegów.
Zjedliśmy i graliśmy w karty.
Kiedy byłyśmy już same, kontynuowałyśmy imprezkę przy ognisku.
Śpiewałyśmy, tańczyłyśmy i zwierzałyśmy się sobie nawzajem.
Oczywiście temat później zszedł na chłopców.
Taaaa.
Przeniosłyśmy się potem do domku i odpaliłyśmy film.
Niestety wyłączyłyśmy go po 10 minutach, bo był bardziej zboczony niż myślałyśmy.
Następnie podczas słuchania pewnej piosenki, zaczęłyśmy ją przerabiać.
Bardzo fajne zajęcie na noc.
Spać położyłyśmy się około 2 w nocy.
Spałyśmy na dużej kanapie we 3.
Było trochę gorąco, zwłaszcza, że ja byłam w środku.
Obudziłyśmy się po 10.
Chwilę później, już ogarnięte, jadłyśmy śniadanko przygotowane przez mamę Domi.
Ogarnęłyśmy domek i poszłyśmy do domu.
Mam nadzieję, że się nie zgubiliście i nadal wiecie o co chodzi.
Po drodze zaszłyśmy tylko do sklepu, który znajduje się naprzeciwko domu Domi.
Fajna sprawa.
Następnie po kolei chodziłyśmy się myć.
To było super uczucie, gdy po gorącym poranku, polałam się zimną wodą.
Około 13:30 zjadłyśmy obiad, czyli ziemniaki gotowane, schab, kalafiorek i napój pomarańczowy.
Po obiedzie oglądałyśmy jeszcze TV i dodałyśmy wspólne zdjęcie na FB, a w zasadzie to ja dodałam.
Wyszłyśmy z domu o 14:50, gdyż autobus powrotny miałyśmy o 15:04.
Tym razem był z klimatyzacją i nie jechałyśmy przez Grajewo.
Do Białegostoku dotarłyśmy około 16:10.
I tak się skończyła nasza wycieczka.
Mam nadzieję, że Wy uważacie do jakiego autobusu wsiadacie.
Chociaż my wsiadłyśmy do dobrego.
Pewnie trasę pomylił. ;)
To już wszystko.
Dzięki, że wytrwaliście do końca mojej powieści.
Chyba pierwszy raz się tak rozpisałam.
Aż mnie palce bolą.
I dodatkowo macie naszą trójeczkę i zachód Słońca nad Biebrzą.
Odwiedzajcie i komentujcie.
Miłego weekendu.
Pozdrawiam
Zozo

2015-08-06

Upał?

Hej Misiaki,
Jak się czujecie?
Ja podczas tego gorąca nie jestem w stanie nawet leżeć.
Nie dla mnie taka pogoda.
A każdego dnia ma być jeszcze cieplej.
Nie wiem, czy przeżyję.
Wiem!
Będę spała w zamrażarce.
U mnie aktualnie jest już tylko 35°C.
Nie mam sił na nic.
Pod tekstem znajdziecie zdjęcie nieba nad moim domem.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Zozo