Etykiety

2019-04-05

Doświadczenie wiosny

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
No i znowu była przerwa. Ale jestem.
Zima już na dobre się skończyła. Skąd to wiem? O tym Wam dzisiaj opowiem.
Ostatnio byłam w Lesie Kabackim.
Ładna pogoda, przyjemny spacer i natura dookoła.
Kiedy usłyszałam śpiew ptaków, poczułam prawdziwą wiosnę.
Może czasami świergot jest aż przytłaczający, ale nie kiedy słyszy się go pierwszy raz w roku.
Można było dostrzec także pędy na drzewach.
Na ziemi kilka stokrotek i mleczy.
Póki świeciło Słońce wszystko wyglądało wręcz bajecznie.
Po zachodzie nie było znacznie gorzej, jedynie trochę zimniej.
Tamtego dnia naprawdę doświadczyłam wiosny.
W dodatku dzisiaj wracając do domu widziałam pierwsze bociany.
Wiosna to zdecydowanie moja ulubiona pora roku.
Dlaczego?
Ponieważ gdy widzę, jak wszystko rozkwita - ja też wtedy rozkwitam.
Budzące mnie promienie Słońca, zapach świeżości na podwórku - od razu uśmiech wkracza na twarz.
Nawet większa ilość osób, które wychodzą z domów, jest pocieszająca.
I w końcu można porzucić grube ubrania :)
Poniżej przedstawiam pierwszego kwiatka, jakiego zobaczyłam tej wiosny. Wiecie co to?
A także wiosenny akcent chemiczny.
Jaki Wy macie stosunek do wiosny? A jaki do innych pór roku?
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki


2019-03-21

Wiosna w koło

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście z serii Pyssla.
Na pierwszy dzień wiosny przygotowałam coś specjalnego.
Może nie jest to szczyt moich możliwości, ale mały przedsmak tego, co pojawi się może niedługo.
Co kojarzy się z wiosną? Kolor zielony.
A mi z zielonym kojarzy się żaba, więc tak powstała kolejna praca.
Jest ona mała, ale w szary poranek potrafi polepszyć humor.
Może macie jakiś ciekawy wiosenny (a może wielkanocny) pomysł na Pyssla?
Rozkoszujmy się coraz ładniejszą pogodą i korzystajmy ze świeżego powietrza.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki


2019-03-14

Liczba Pi 2019

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Miałam napisać o kolejnej pracy Pyssla, ale kompletnie zapomniałam.
W weekend będę w domu i nad tym popracuję.
Dzisiaj natomiast krótki post o dzisiejszym święcie.
Tak tak, tytuł się zgadza.
Dzisiaj, 14 marca, obchodzimy Światowy Dzień Liczby Pi.
Dla mnie jest to naprawdę super dzień. Jedyny taki w roku, w którym mniej osób uważa mnie za dziwaka.
Pamiętacie, albo nie, więc zaraz Wam coś przypomnę.
Rok temu brałam udział w obchodach święta, które były organizowane na Politechnice Warszawskiej.
W tym roku jednak nigdzie nic nie było. Smuteczek.
Nie żebym się jakoś specjalnie szykowała, czy np. uczyła kolejnych cyfr rozwinięcia...
Małe sprostowanie - ja się ich nie uczę, po prosty po zobaczeniu kojarzą mi się w jakiś magiczny sposób.
Tak więc w tamtym roku brałam udział m.in. w konkursie recytatorskim, który polegał oczywiście na mówieniu kolejnych cyfr rozwinięcia Pi.
Mój wynik - 203 cyfry i drugie miejsce.
W tym roku planowałam coś spektakularnego.
Niestety, do Katowic bym nie zdążyła dotrzeć na konkurs.
Ale wiecie co? Odkryłam, że serio mam coś nie tak z psychiką.
A to dlatego, że od początku studiów do zeszłego roku nauczyłam się 103 cyfr, a przez ten rok kolejnych 170...
Mój obecny wynik - 373 cyfry.
Zdradzę tylko, że w końcówce jest już ciężko, dlatego szanuję wszystkich, którzy umieją tyle i więcej. Szczególnie rekordzistę Guinnessa - 100000 cyfr...
W internecie można znaleźć wiele ciekawostek, artykułów. Polecam korzystanie w celach naukowych.
Poniżej możecie zobaczyć mój tradycyjny ciasteczkowy wyrób oraz twórczość ze wszystkich cyfr, które znam.
Więcej o zeszłorocznym 14 marca możecie przeczytać TUTAJ.
Mam jeszcze jedną ciekawostkę.
Na Boże Narodzenie dostałam zegar z Pi, w którym znalazłam błąd.
Tam, gdzie jest godzina 6, jest ciąg cyfr ...53564..., a powinno być ...53594...
W najbliższym czasie sprawdzę, czy dalej wszystko się zgadza.
Świętowaliście dzisiaj?
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki



2019-03-01

Tłusty czwartek

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Przeżyliście Tłusty Czwartek?
Skoro to czytacie, odpowiedź jest prosta.
Pomimo tego, że dzisiaj jest już piątek, cofniemy się do dnia wczorajszego.
Ostatnio będąc w domu robiłam z mamą faworki.
Jednak zanim znalazłyśmy bezglutenowy przepis, przypomniałam sobie o małej książeczce z przepisami na bezglutenowy karnawał.
Po jej odszukaniu pokazałam przepis na lany chrust.
Osobiście spodobał mi się ten pomysł, bo nie trzeba byłoby wałkować ciasta, wykrawać pasków, itd.
Natomiast moja mama nie poparła tego pomysłu, bo robiła już kluski lane do zupy i miała dość.
Postanowiłam, że zrobię to w Warszawie.
I wczoraj podjęłam się tego wyzwania.
Zaraz na początku przygotowywania pojawił się problem. Blenderem nie da ubić się białek.
Pomimo tego kontynuowałam.
Efekt końcowy - prawie pączki.
Następnym razem zrobię z drożdżami i pewnie wyjdą lepsze.
Składniki:

  • 300g mąki
  • 150g mleka
  • 2 łyżki cukru
  • 3 jajka
  • 20ml spirytusu (lub innego alkoholu)
Przygotowanie:

  • Białka ubić na sztywno i dodać cukier.
  • Pozostałe składniki wymieszać, na koniec dodać pianę (lub pseudo-pianę).
  • Przygotowaną masę przełożyć do rękawa/woreczka/lub nakładać łyżką na rozgrzany olej.
Na koniec można posypać cukrem pudrem. Smacznego!
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2019-02-24

Tego jeszcze nie było

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Tak jak zapowiedziałam w https://zosialek.blogspot.com/2019/02/praca-po-studencku.html?m=1, dzisiaj będzie coś ciekawego.
Ostatnio myślałam nad kupnem chomika dżungarskiego.
Zobaczyłam jakieś ogłoszenie i pomyślałam, że to byłoby rozwiązanie dla mojej samotności w akademiku.
Chociaż w tym roku nie narzekam na brak gości.
I tak już myślałam, gdzie będzie stać klatka, jaką zabawkę mu kupić...
We wtorek wspomniałam coś mamie o tym chomiku, a ona powiedziała, że lepiej kupić królika.
Zaczęłyśmy oglądać różne gryzonie w internecie.
I wiecie co? Wygrał królik.
No ale żeby nie było tak łatwo, to królik karzełek, bo jest najmniejszy.
W internecie - oferty z rodowodami, czyli cena z kosmosu.
W środę rano pojechałyśmy na zakupy i do babci.
Ale blisko babci jest sklep zoologiczny, więc namówiłam mamę na krótką wizytę.
Było kilka królików, nawet jeden karzełek. Taki malutki, czarno-biały.
Po nacieszeniu oczu pojechałyśmy dalej.
Po powrocie znowu szukałyśmy króliczków w ogłoszeniach.
I tu byłyśmy już pewne zakupu.
Jako, że króliś miał jechać ze mną do Warszawy, szukałyśmy transporterka.
Kupiłyśmy go i jeszcze jakieś jedzonko, sianko...
W piątek miałam wizytę u lekarza tuż po południu, ale plan dnia zaczynał się już o 7.  Było 11 różnych miejsc do odwiedzenia, a mało czasu.
Kupno królika uplasowało się na 6 miejscu, co było tuż po godzinie 10.
Na szczęście był jeszcze do kupienia ten czarno-biały.
No i tak właśnie w dzień urodzin mojego młodszego brata, kupiłam sobie króliczka.
Krótka metryczka (uzupełnię po wizycie u weterynarza):
Imię: Aureus / Kjujiś
Płeć: dziewczynka
Waga: 221g (24.02.2019)
Wiek: około 2 miesiące
Kolor: czarno-biały, beżowe "palce"
...
W czasie podróży (samochodem jak i pociągiem) był bardzo grzeczny.
W akademiku powoli zwiedzał pokój, a już po chwili kicał wzdłuż łóżka.
Jego ulubiona zabawka? Gąbka z marynarki (ta z ramion).
Od dzisiaj mieszka już w klatce i mam nadzieję, że nie będzie się na nią w nocy czepiał, bo chciałabym pospać chociaż te 7,5 godziny.
Chociaż korzystanie z poidełka też jest upierdliwe. Chyba będzie zmiana na miseczkę.
...
Poniżej możecie zobaczyć zdjęcia malucha.
Macie królika? Może jakieś rady dla początkującej?
W razie pytań zapraszam do komentowania.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki


Spanko w pociągu

Siedział tak ponad pół godziny

2019-02-21

Praca po studencku

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Tak jak ostatnio zapowiedziałam, dzisiaj będzie o mojej pracy.
Może nie jest to typowa praca dla studentów, ale wielu tym się zajmuje.
O czym mowa? O korepetycjach.
I jak zwykle zapraszam na krótką historię o moich początkach.
Pod koniec stycznia, kiedy zbliżała się sesja, moja koleżanka postanowiła zrezygnować z dotychczasowej pracy.
Akurat byłyśmy grupką na lunchu i padło pytanie, co ona teraz będzie robić.
Powiedziała, że poszuka czegoś, a jak nie znajdzie to może udzielać korepetycji z chemii.
No i pomyślałam, że też bym mogła, ale z matematyki.
Obie zaczęłyśmy rozmawiać na ten temat i chyba następnego dnia utworzyłam już swoje ogłoszenie na OLX.
W ciągu pierwszego tygodnia byłam umówiona na wstępną lekcję, a raczej takie rozpoznanie.
Na ten sam dzień i godzinę chciała się umówić także inna osoba, więc musiałam odmówić (niestety inny termin nie wchodził w grę).
Wraz z mamą mojej uczennicy chyba trzy razy potwierdzałyśmy termin i temat zajęć.
Dziewczyna skończy w tym roku gimnazjum i według mamy z matematyką u niej nie najlepiej.
Nie powiedziała mi tylko jednego: że chodzi do niemieckiej szkoły.
I wiecie co? Przestraszyłam się.
Na szczęście ona tłumaczy mi swoją pracę domową, a głównie zajmujemy się przygotowaniem do egzaminu.
Chociaż ostatnio uczyłyśmy się do sprawdzianu i jedno zadanie, które podała jej nauczycielka w ogóle nie miało treści. Zupełnie nie miałam pomysłu na jego rozwiązanie.
Trafiła się akurat taka rodzynka.
Oprócz mojej najlepszej (bo jedynej) uczennicy nie mam innych uczniów.
Ostatnio jakaś pani zadzwoniła, ale chyba moją dostępność jej nie podpasowała.
Na szczęście (dla mnie) siostra mojej koleżanki jest w potrzebie matematycznej, więc będzie dodatkowy zarobek.
Jedna godzina w tygodniu nie daje super pensji.
Udzielacie/korzystacie z korepetycji?
Słyszeliście kiedykolwiek o niemieckiej szkole? A może są jakieś inne specyficzne?
Już w ten weekend pojawi się bardzo ciekawy (mam nadzieję) post. Zainteresowani?
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2019-02-18

Sesja? Depresja? Już nie.

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Była spora przerwa, a to dlatego, że chciałam maksymalnie skupić się na sesji.
Może nie wyszło najlepiej, bo właśnie wracam z drugiej poprawki z mikrobiologii, ale zdałam już wszystko.
A dzisiejsza poprawka była najlepszym egzaminem ever.
Weszłam, profesor spytał o moje nazwisko, znalazł moją pracę, spytał o datę, a następnie na jaką ocenę się nauczyłam.
Odpowiedziałam, że na 3 to tak spokojnie.
No i postawił mi 3.
Niektórzy dostawali pytania z historii (bitwa o Wiedeń, koronacja Chrobrego), matematyki (pierwiastek z 9, 2x-2=0), czy z kinematografii.
To było po prostu epickie.
Idąc przez Warszawę słyszałam głównie: zaliczyłem/zdałem.
Tylu szczęśliwych studentów jeszcze nigdy nie widziałam.
Ta sesja to była masakra.
Na szczęście najgorsze za mną.
Jeżeli wybieracie się, albo chociaż myślicie o moim kierunku studiów (technologia żywności i żywienie człowieka) to się zastanówcie, czy na pewno tego chcecie.
A na pewno odradzałabym tam iść z zerową wiedzą z chemii i biologii.
Jeżeli jednak wybierzecie ten kierunek, to zgłoście się do mnie po notatki, szczególnie z trzeciego semestru.
Wcale nie chcę Was przestraszyć tym kierunkiem...
Dobra, koniec o sesji.
Cieszmy się wiosną.
Jest ciut po 15, a ja jadę pociągiem i za oknem widzę słoneczko.
Heloł, widziałam dzisiaj stokrotkę.
A przy domu chyba rozwijają się już tulipany.
Wiosna to zdecydowanie moja ulubiona pora roku.
A dzisiaj jest po prostu cudowny dzień.
No i mam upragnione ferie zimowe (tak, bo wiosenne to Wielkanoc).
Ciągle widzę duże zainteresowanie pracami Pyssla.
Z okazji zdanej sesji (jeeej) i wolnego coś dla Was przygotuję.
Może macie jakieś propozycje?
W czasie kiedy mnie tu nie było u Was kończyły się semestry, czy to w szkole, czy na studiach.
I jak Wam poszło?
W kolejnym poście, jeżeli nic się nie zmieni, napiszę o mojej "pracy".
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki