Etykiety

2018-11-30

Świąteczny listopad

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Bardzo szybko zbliżyliśmy się do początku ostatniego miesiąca.
Jutro, 1 grudnia, zaczyna się adwent.
Oczywiście "duch świąt" jest już wszędzie od miesiąca. Czy to nie śmieszne?
Każdego roku "święta" zaczynają się wcześniej. Większość ludzi wpada w szał. Ozdoby świąteczne na ulicach to już chleb powszedni.
Ale nie o to chodzi.
Adwent jest czasem oczekiwania, a nie latania po sklepach i kupowania prezentów.
Rozumiem, że każdy chce ze wszystkim zdążyć, ale ogarnijmy się.
Podam Wam przykład z dzisiaj:
Moja mama chce skompletować książki Johna Grishama. Niedaleko kampusu znajduje się sklep (w galerii KEN Center), w którym udało mi się znaleźć już kilka numerów z serii.
Dzisiaj po wykładzie (o 10 rano) poszłam na książkowe łowy.
I wiecie co? Ledwo udało mi się przejść główną alejkę. Ludzi było od groma.
Na szczęście nie znalazłam żadnej książki. Czemu na szczęście? Bo nie wyobrażam sobie czekania do kasy w kolejce przez pół sklepu.
Większość z obładowanymi wózkami, które stały na przejściach. Dobrze, że jeszcze bez karpi.
Gdyby nie ci wszyscy ludzie, moja wizyta zajęłaby pewnie około 10 minut. A nie 50.
Jeżeli byliście kiedyś w Biedronce na dworcu Centralnym w Warszawie, to wiecie co to są tłumy. Dzisiaj było identycznie u mnie.
Wiecie jakie mam postanowienie do końca roku? Nie iść do żadnej galerii. Jeżeli będę robić inne zakupy niż spożywcze, to tylko online.
Polecam to również innym.
...
W tym roku nie będzie codziennych Blogmasów, ale kilka świątecznych postów na pewno się pojawi.
Nie wiem jeszcze, czy wrzucać je do serii z blogmasami. Co o tym sądzicie?
Na koniec roku podgonię trochę blogowe braki.
Macie postanowienia adwentowe?
Ja właśnie spisałam swoje, żeby nie zapomnieć.
Niby oczywiste i proste, ale mam nadzieję, że nie polegnę.
  • Posty na blogu
  • Zero galerii
  • Normalniej się odżywiać 
Może macie jakieś ciekawe propozycje na inne postanowienia?
Pierwszy świąteczny post pojawi się już niedługo, więc wyczekujcie.
I nie poddajcie się w swoich postanowieniach.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-11-17

Projekt na koszulkę #2

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Tym razem chciałabym podzielić się z Wami drugim projektem z liczbą Pi.
Ostatnio były wyrazy, to teraz czas na same cyfry.
Postanowiłam, że nie będę uczyć się kolejnych cyfr przybliżenia liczby Pi, więc w moim projekcie są tylko (...) te cyfry, które znam.
W dodatku wszystko napisałam z pamięci, więc jeśli gdzieś jest błąd, to ups.
Który projekt jest według Was lepszy? Dzisiejszy czy poprzedni?
Może macie jakieś ciekawe pomysły na wykorzystanie liczby Pi? Albo innego motywu?
Proszę o kontakt w razie chęci wykorzystania wzoru.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-11-14

Projekt na koszulkę #1

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Troszeczkę wracam do serii artystycznej, ale w innej formie.
Ostatnio szukałam ciekawej koszulki z liczbą Pi.
Skończyło się na tym, że wymyśliłam własny napis i zrobiłam projekt, który Wam przedstawiam.
Znalazłam nawet sklep internetowy, w którym można wysłać własny wzór, więc już niedługo będę cieszyć się z posiadania koszulki z moim projektem.
Edycja zajęła mi zaledwie dwie godziny, po czym zastanawiałam się nad nazwaniem pliku.
Do głowy wpadło mi jedynie: Projekt idiots.
I wszystko jasne.
Proszę o kontakt w razie chęci wykorzystania wzoru.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-11-08

Hodowla pleśni w akademiku

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Ostatnio wpadłam w szał oglądania komedii romantycznych.
Praktycznie codziennie jakąś obejrzałam. A nawet i dwie.
Wiadomo, że przy komediach można się śmiać, a nawet popłakać ze śmiechu.
Jednak ja we wtorek przeżyłam ogromny szok z niedowierzaniem.
Film, który akurat oglądałam (Never been kissed - Ten pierwszy raz) okłamuje wszystkich widzów, ale nie mnie.
Około 25 minuty jest scena z matematycznym stoiskiem.
Jest na nim napisana liczba Pi, a raczej coś, co ją przypomina.
Było tam: π=3,14578699869
Musiałam cofnąć i zobaczyć to jeszcze raz, bo nie uwierzyłam.
Może dla normalnego człowieka to nic nie znaczy. Każdy (albo prawie) wie, że π=3,14.
Pomyślałam, że to jakieś przekształcenie, jakaś dziwna potęga, czy coś takiego.
Szukałam, i nic nie znalazłam.
Nie będę nikogo pozywać, ale ciekawi mnie, czy ktoś jeszcze (jeśli tak, to ile osób) to zauważył.
Może znacie filmy, w których też są błędy takie jak ten?
Teraz już wiem, że naprawdę mam świra na punkcie liczby Pi.
Wiecie, że za własną ciekawość można dostać nagrodę?
Mi się to dzisiaj udało.
Dwa dni temu na moim chlebie zaobserwowałam pleśń, więc nie mogłam już go jeść.
Chciałam już go wyrzucić, ale przyszedł mi do głowy interesujący pomysł.
Pomyślałam, że zabiorę moją pleśń na zajęcia z mikrobiologii.
I tak dzisiaj zrobiłam.
Kiedy wraz z moją ekipą wykonaliśmy zadanie, po kryjomu zrobiliśmy próbkę.
Na ćwiczeniach jest tak, że pani doktor chodzi po sali i sprawdza, czy znaleźliśmy poprawny obraz.
I zainteresowała ją, co udało nam się znaleźć.
Ku naszemu zaskoczeniu, poprosiła nas o wykonanie dwóch dodatkowych próbek z innych kolorów pleśni.
I tak oto na swoim chlebie wyhodowałam takie pleśnie jak:
Aspergillus niger
Rhizopus sp.
Penicillium sp.
Za dodatkowo wykonane zadanie z pleśnią dostaliśmy po punkciku.
Niby nie dużo, ale radość była.
Warunki hodowli miałam lepsze niż specjalne pomieszczenie na uczelni.
Sama prowadząca była zdziwiona.
Zastanawiam się, co mogłabym wyhodować na kolejne zajęcia :)
Tak więc pleśnie nie są takie złe, a nawet przydatne.
Nigdy nie sądziłam, że pleśń mi się do czegoś przyda.
Kolejny będzie ser...
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-11-01

Ostatnie przygotowania

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Zapraszam Was na post po-weselny.
A raczej ciąg dalszy masakry związanej z przygotowaniami.
Ostatnio wspominałam o perypetiach z sukienkami.
W skrócie - kupiłam jedną, która okazała się być z Chin i zamówiłam kolejną, która została wysłana niecałe dwa dni przed weselem.
Kiedy już wracałam do domu, mama napisała, że był kurier.
Kiedy odebrała mnie z dworca, dała mi przesyłkę.
Okazało się, że sukienka w ogóle nie przypominała czegoś normalnego. Raczej szmatkę.
Tak więc moja mama wpadła w lekki szał i pojechałyśmy do centrum handlowego.
Przeszłyśmy dosłownie wszystkie sklepy oprócz jednego. I przed ostatnim stały manekiny. Jeden miał bardzo ładną, ale zieloną sukienkę.
Weszłam z mamą do tego sklepu i przeglądałyśmy sukienki. Spytałyśmy sprzedawczyni, czy jest taka jak ta na manekinie.
Była jedna - w rozmiarze 46. Ale ta na wystawie - 38.
I okazała się idealna. Pod każdym względem.
Cały czas szukałam sukienki niebieskiej, granatowej. A wystarczyło, żebym nałożyła zieloną.
Pamiętajcie! Nie nastawiajcie się na jeden kolor, bo inny może okazać się dużo lepszy.
Na szczęście z dodatkami nie miałam problemów, bo postawiłam na beż.
Jedynie torebka była czarna, a to wiadomo do wszystkiego pasuje.
Do sukienki dokupiłam jeszcze zieloną muszkę i nadszedł koniec masakry.
Na 9 poszłam do fryzjera. Miałam wyprostowane i wyrównane włosy, a pasemka z boków upięte z tyłu głowy.
Zaproponowałam złoty makijaż, który zrobiła mi przyjaciółka i wyglądałam po prostu wow.
Moje czerwone włosy, zielona sukienka i złoto- beżowe dodatki idealnie się ze sobą skomponowały.
Poniżej możecie zobaczyć fragment mnie.
A także przedstawiam Wam moje odkrycie. Już od jakiegoś czasu szukałam małych perfum. Pewnego dnia kiedy szukałam sukienki, zaszłam do H&M. Znalazłam tam rajstopy i małą, cudownie pachnącą buteleczkę.
Było kilka różnych zapachów, ale najlepsza okazała się wanilia.
Mam nadzieję, że nie trafiłam na jakąś sezonówkę i ten zapach będzoe dostępny jeszcze przez długi czas.
W razie możliwości będę uzupełniać ten post zdjęciami. Musi być tylko dobre światło.
A jak pojawią się zdjęcia z wesela, to może także pojawią się, tylko w oddzielnym poście.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki


2018-10-26

Przygotowania do balowania

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Jest już po 2 w nocy, a ja zastanawiałam się, dlaczego nie mogę zasnąć.
Drugi raz mam tak w ostatnim czasie, a rozwiązaniem jest napisanie posta.
Moja forma wyczerpania sił do końca.
Dzisiaj będzie wpis ku przestrodze i do pośmiania się. Dotyczyć będzie mojej najbliższej imprezki.
W tą sobotę (tak, jutro - 27.10) będę miała w rodzinie ślub z weselem.
W połowie maja dostałam zaproszenie i ciągle byłam przekonana, że jest jeszcze dużo czasu.
Aż do około 10 października. Nagle zdałam sobie sprawę, że jestem w dupie z przygotowaniami.
I od tamtego dnia czas nagle przyśpieszył.
Osobę towarzyszącą miałam ogarniętą, byłam w trakcie szukania sukienki i butów, czyli nie tak źle.
Poprawka, buty i torebkę już kupiłam.
Jednak cóż by to było bez komplikacji.
W miniony poniedziałek kupiłam przez internet ładną sukienkę midi. W środę wieczorem dostałam wiadomość, z której wynikło, że w ciągu 10 dni będzie... wysłana z Chin.
Śmiało mogę stwierdzić, że byłam załamana.
W dodatku we wtorek ustaliłam z chłopakiem, że założy czerwoną muszkę, która miała pasować do różyczek na mojej sukience.
Co prawda, jeszcze nie wie, że zmieniam outfit prawdopodobnie na sukienkę granatową.
Ale ona także musi zdążyć do mnie dotrzeć. Już kurier ją ma, tylko jest w Łodzi, a zostało tylko kilkanaście godzin...
Dzisiaj przyjaciółka mnie pocieszyła: mam przynajmniej dobrą kosmetyczkę.
I tu na początku też nie było ciekawie, bo fryzjera udało mi się umówić na 9 rano, a kosmetyczka miała już wszystko zajęte.
Na szczęście moja przyjaciółka zgodziła mi się pomóc.
W nieszczęściu zawsze znajdzie się jakieś szczęście.
Wszelkie zdjęcia outfitowo-dodatkowe pojawią się później lub jutro w oddzielnym poście.
A na razie żegnam Was i trzymajmy kciuki, żeby kurier zdążył dzisiaj do mnie przyjechać.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-10-20

W-f na studiach, czyli dylemat z kolorem

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Ostatnio mam bardzo dużo na głowie.
Zajęcia na uczelni mam od rana do wieczora, informacje do przyswojenia na wejściówki są dookoła, za tydzień idę na wesele (od tygodnia latam po Warszawie za sukienką i butami), a dzisiaj rozpoczęły się rekolekcje, które także prowadzę.
Już kilka razy chciałam napisać post, ale za każdym razem przegrywałam.
Teraz mimo zmęczenia i jutrzejszej wczesnej pobudki zebrałam się i oto jestem.
Było już kilka pomysłów na dzisiejszą tematykę, ale chyba zostanę przy pierwszym.
W tym semestrze mam w-f. Na zajęcia trzeba mieć obuwie z białą podeszwą (niby może być beżowa, ale komu chciało się o tym mówić przed pierwszymi zajęciami...). W przeddzień mojego pierwszego studenckiego w-fu latałam od rana w poszukiwaniu butów. W końcu mi się udało, ale to co było potem nie obyło się bez super dawki śmiechu.
Buty są całe białe. Tak więc postanowiłam je podrasować. Miałam ze sobą pomarańczowe sznurówki i pomyślałam, że to dobry czas na ich wykorzystanie. Co mi z tego wyszło?
Jeden but zostawiłam z białą, a drugi z pomarańczową sznurówką. Ot, dylemat.
Rano, tuż przed wyjściem na zajęcia, zostawiłam dwie identyczne sznurówki. Jakie? Tego możecie dowiedzieć się ze zdjęcia.
Druga sprawa to mój pokój w akademiku. Jak wiadomo - jednoosobowy.
Był.
Załatwiłam sobie dwójkę współlokatorów. Dziwne, co nie?
Pewnego dnia wpadłam na pomysł, że fajnie byłoby zrobić ze sobą coś pożytecznego.
I tak wylądowałam w sklepie zoologicznym.
Jako, że ogrodnictwo w poprzednim roku mi nie wyszło, postanowiłam kupić zwierzaczki, a dokładnie rybki.
Prawie pół godziny stałam przed akwariami, aż w końcu wybrałam dwie rybki.
Nie zapomniałam także o pokarmie dla nich.
W drodze powrotnej myślałam w czym je będę trzymać. No i wymyśliłam, że nada się szkło po świecy.
Następnego ranka jedna rybka nie żyła.
Zasmuciłam się, bo nie myślałam, że tak szybko to się stanie. W dodatku ta jedna miała imię.
Ale nie poddałam się. Ucięłam górę butelki po wodzie (1,5l) i wprowadziłam do niej rybkę.
Jeszcze żyje, więc to chyba nie najgorsze warunki.
Poniżej możecie zapoznać się z gatunkami, nazwami i zdjęciami moich maluchów.
Brzanka różowa - Candy †
Brzanka sumatrzańska - Zebra
Na tę chwilę się żegnam, bo zostało mi niecałe 6 godzin snu, a jutro gram w pantomimach.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki