Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Jest już po 2 w nocy, a ja zastanawiałam się, dlaczego nie mogę zasnąć.
Drugi raz mam tak w ostatnim czasie, a rozwiązaniem jest napisanie posta.
Moja forma wyczerpania sił do końca.
Dzisiaj będzie wpis ku przestrodze i do pośmiania się. Dotyczyć będzie mojej najbliższej imprezki.
W tą sobotę (tak, jutro - 27.10) będę miała w rodzinie ślub z weselem.
W połowie maja dostałam zaproszenie i ciągle byłam przekonana, że jest jeszcze dużo czasu.
Aż do około 10 października. Nagle zdałam sobie sprawę, że jestem w dupie z przygotowaniami.
I od tamtego dnia czas nagle przyśpieszył.
Osobę towarzyszącą miałam ogarniętą, byłam w trakcie szukania sukienki i butów, czyli nie tak źle.
Poprawka, buty i torebkę już kupiłam.
Jednak cóż by to było bez komplikacji.
W miniony poniedziałek kupiłam przez internet ładną sukienkę midi. W środę wieczorem dostałam wiadomość, z której wynikło, że w ciągu 10 dni będzie... wysłana z Chin.
Śmiało mogę stwierdzić, że byłam załamana.
W dodatku we wtorek ustaliłam z chłopakiem, że założy czerwoną muszkę, która miała pasować do różyczek na mojej sukience.
Co prawda, jeszcze nie wie, że zmieniam outfit prawdopodobnie na sukienkę granatową.
Ale ona także musi zdążyć do mnie dotrzeć. Już kurier ją ma, tylko jest w Łodzi, a zostało tylko kilkanaście godzin...
Dzisiaj przyjaciółka mnie pocieszyła: mam przynajmniej dobrą kosmetyczkę.
I tu na początku też nie było ciekawie, bo fryzjera udało mi się umówić na 9 rano, a kosmetyczka miała już wszystko zajęte.
Na szczęście moja przyjaciółka zgodziła mi się pomóc.
W nieszczęściu zawsze znajdzie się jakieś szczęście.
Wszelkie zdjęcia outfitowo-dodatkowe pojawią się później lub jutro w oddzielnym poście.
A na razie żegnam Was i trzymajmy kciuki, żeby kurier zdążył dzisiaj do mnie przyjechać.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki
2018-10-26
Przygotowania do balowania
2018-10-20
W-f na studiach, czyli dylemat z kolorem
Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Ostatnio mam bardzo dużo na głowie.
Zajęcia na uczelni mam od rana do wieczora, informacje do przyswojenia na wejściówki są dookoła, za tydzień idę na wesele (od tygodnia latam po Warszawie za sukienką i butami), a dzisiaj rozpoczęły się rekolekcje, które także prowadzę.
Już kilka razy chciałam napisać post, ale za każdym razem przegrywałam.
Teraz mimo zmęczenia i jutrzejszej wczesnej pobudki zebrałam się i oto jestem.
Było już kilka pomysłów na dzisiejszą tematykę, ale chyba zostanę przy pierwszym.
W tym semestrze mam w-f. Na zajęcia trzeba mieć obuwie z białą podeszwą (niby może być beżowa, ale komu chciało się o tym mówić przed pierwszymi zajęciami...). W przeddzień mojego pierwszego studenckiego w-fu latałam od rana w poszukiwaniu butów. W końcu mi się udało, ale to co było potem nie obyło się bez super dawki śmiechu.
Buty są całe białe. Tak więc postanowiłam je podrasować. Miałam ze sobą pomarańczowe sznurówki i pomyślałam, że to dobry czas na ich wykorzystanie. Co mi z tego wyszło?
Jeden but zostawiłam z białą, a drugi z pomarańczową sznurówką. Ot, dylemat.
Rano, tuż przed wyjściem na zajęcia, zostawiłam dwie identyczne sznurówki. Jakie? Tego możecie dowiedzieć się ze zdjęcia.
Druga sprawa to mój pokój w akademiku. Jak wiadomo - jednoosobowy.
Był.
Załatwiłam sobie dwójkę współlokatorów. Dziwne, co nie?
Pewnego dnia wpadłam na pomysł, że fajnie byłoby zrobić ze sobą coś pożytecznego.
I tak wylądowałam w sklepie zoologicznym.
Jako, że ogrodnictwo w poprzednim roku mi nie wyszło, postanowiłam kupić zwierzaczki, a dokładnie rybki.
Prawie pół godziny stałam przed akwariami, aż w końcu wybrałam dwie rybki.
Nie zapomniałam także o pokarmie dla nich.
W drodze powrotnej myślałam w czym je będę trzymać. No i wymyśliłam, że nada się szkło po świecy.
Następnego ranka jedna rybka nie żyła.
Zasmuciłam się, bo nie myślałam, że tak szybko to się stanie. W dodatku ta jedna miała imię.
Ale nie poddałam się. Ucięłam górę butelki po wodzie (1,5l) i wprowadziłam do niej rybkę.
Jeszcze żyje, więc to chyba nie najgorsze warunki.
Poniżej możecie zapoznać się z gatunkami, nazwami i zdjęciami moich maluchów.
Brzanka różowa - Candy †
Brzanka sumatrzańska - Zebra
Na tę chwilę się żegnam, bo zostało mi niecałe 6 godzin snu, a jutro gram w pantomimach.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki
Witam Was w kolejnym poście.
Ostatnio mam bardzo dużo na głowie.
Zajęcia na uczelni mam od rana do wieczora, informacje do przyswojenia na wejściówki są dookoła, za tydzień idę na wesele (od tygodnia latam po Warszawie za sukienką i butami), a dzisiaj rozpoczęły się rekolekcje, które także prowadzę.
Już kilka razy chciałam napisać post, ale za każdym razem przegrywałam.
Teraz mimo zmęczenia i jutrzejszej wczesnej pobudki zebrałam się i oto jestem.
Było już kilka pomysłów na dzisiejszą tematykę, ale chyba zostanę przy pierwszym.
W tym semestrze mam w-f. Na zajęcia trzeba mieć obuwie z białą podeszwą (niby może być beżowa, ale komu chciało się o tym mówić przed pierwszymi zajęciami...). W przeddzień mojego pierwszego studenckiego w-fu latałam od rana w poszukiwaniu butów. W końcu mi się udało, ale to co było potem nie obyło się bez super dawki śmiechu.
Buty są całe białe. Tak więc postanowiłam je podrasować. Miałam ze sobą pomarańczowe sznurówki i pomyślałam, że to dobry czas na ich wykorzystanie. Co mi z tego wyszło?
Jeden but zostawiłam z białą, a drugi z pomarańczową sznurówką. Ot, dylemat.
Rano, tuż przed wyjściem na zajęcia, zostawiłam dwie identyczne sznurówki. Jakie? Tego możecie dowiedzieć się ze zdjęcia.
Druga sprawa to mój pokój w akademiku. Jak wiadomo - jednoosobowy.
Był.
Załatwiłam sobie dwójkę współlokatorów. Dziwne, co nie?
Pewnego dnia wpadłam na pomysł, że fajnie byłoby zrobić ze sobą coś pożytecznego.
I tak wylądowałam w sklepie zoologicznym.
Jako, że ogrodnictwo w poprzednim roku mi nie wyszło, postanowiłam kupić zwierzaczki, a dokładnie rybki.
Prawie pół godziny stałam przed akwariami, aż w końcu wybrałam dwie rybki.
Nie zapomniałam także o pokarmie dla nich.
W drodze powrotnej myślałam w czym je będę trzymać. No i wymyśliłam, że nada się szkło po świecy.
Następnego ranka jedna rybka nie żyła.
Zasmuciłam się, bo nie myślałam, że tak szybko to się stanie. W dodatku ta jedna miała imię.
Ale nie poddałam się. Ucięłam górę butelki po wodzie (1,5l) i wprowadziłam do niej rybkę.
Jeszcze żyje, więc to chyba nie najgorsze warunki.
Poniżej możecie zapoznać się z gatunkami, nazwami i zdjęciami moich maluchów.
Brzanka różowa - Candy †
Brzanka sumatrzańska - Zebra
Na tę chwilę się żegnam, bo zostało mi niecałe 6 godzin snu, a jutro gram w pantomimach.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki
2018-10-08
Kruche ciasteczka dla łasuchów
Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Dzisiaj przygotowałam zabójczy przepis.
Niedawno zrobiłam ciasteczka (oczywiście bezglutenowe), od których trudno się oderwać.
Robi się je bardzo szybko, a jeszcze szybciej znikają.
Z każdej części wyszło 30 ciastek, czyli razem 60.
Zapraszam do zapoznania się z przepisem, a następnie do rewolucji w kuchni.
Witam Was w kolejnym poście.
Dzisiaj przygotowałam zabójczy przepis.
Niedawno zrobiłam ciasteczka (oczywiście bezglutenowe), od których trudno się oderwać.
Robi się je bardzo szybko, a jeszcze szybciej znikają.
Z każdej części wyszło 30 ciastek, czyli razem 60.
Zapraszam do zapoznania się z przepisem, a następnie do rewolucji w kuchni.
Składniki:
- 250g miękkiego masła
- szklanka cukru
- 2 jajka
- 500g mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- kilka kropel aromatu waniliowego
- tabliczka gorzkiej czekolady (opcjonalnie)
Przygotowanie:
- Masło wymieszać mikserem z cukrem, dodać jajko i krótko wymieszać.
- Dodać mąkę z proszkiem do pieczenia i aromat. Wymieszać mikserem przy użyciu widełek - ciasto będzie gęste.
- Dodać pokrojoną czekoladę i wymieszać ciasto łyżką.
- Z ciasta formować kulki wielkości orzecha włoskiego, a po ułożeniu na blasze z papierem do pieczenia rozpłaszczyć (np. szklanką).
- Piec w 180°C przez 15 minut.
- Po wyjęciu z piekarnika odczekać chwilę przed ich przełożeniem i konsumpcją.
Smacznego :)
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki
2018-10-04
Aplikacja do pixelowania
Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście z serii Pyssla.
Dzisiaj, tak jaj zapowiedziałam, będzie trochę inny wpis.
Jakiś miesiąc temu wpadł mi do głowy ciekawy pomysł.
Chciałam Wam przedstawić jak wyglądają początki robienia kolejnych prac.
Zazwyczaj jak nagle przyszedł mi do głowy pomysł, to rysowałam to na kartce w kratkę. Utrudnienie było, kiedy miałam już pomysł na kolory, wtedy w kratkach pojawiały się różne kropki, kreski i szlaczki, które symbolizowały poszczególne kolory. Czasami było bardzo ciężko.
I tak oto przez ostatnie dwa tygodnie testowałam kilka aplikacji na Androida (sorry dla innych systemów operacyjnych).
Miałam kilka kategorii do oceny, ale na szczęście na koniec została jedna apka.
Najlepsza okazała się: Pixel Art Builder.
Możecie ją pobrać w Sklepie Play na swoich androidkach, albo przez ten link: https://play.google.com/store/apps/details?id=com.keeratipong.pixelartbuilder&hl=pl
Aplikacja zajmuje 7,6 Mb, co jest na duży plus. Druga apka, która przeszła do finału, zajmowała niestety ponad 150 Mb, więc mimo posiadania dodatkowej funkcji, musiałam z niej zrezygnować.
Niby chodzi o zwykłą zabawę pixelami, ale jednak to coś ważnego.
Skoro teoria omówiona, to zapraszam Was na podgląd aplikacji. Główną rolę zagrają zdjęcia, a do nich dołączony tylko krótki opis wykaśniający o co chodzi.
Na każdym zdjęciu jest zaznaczona inna opcja, i to właśnie one będą wyjaśnione.
Witam Was w kolejnym poście z serii Pyssla.
Dzisiaj, tak jaj zapowiedziałam, będzie trochę inny wpis.
Jakiś miesiąc temu wpadł mi do głowy ciekawy pomysł.
Chciałam Wam przedstawić jak wyglądają początki robienia kolejnych prac.
Zazwyczaj jak nagle przyszedł mi do głowy pomysł, to rysowałam to na kartce w kratkę. Utrudnienie było, kiedy miałam już pomysł na kolory, wtedy w kratkach pojawiały się różne kropki, kreski i szlaczki, które symbolizowały poszczególne kolory. Czasami było bardzo ciężko.
I tak oto przez ostatnie dwa tygodnie testowałam kilka aplikacji na Androida (sorry dla innych systemów operacyjnych).
Miałam kilka kategorii do oceny, ale na szczęście na koniec została jedna apka.
Najlepsza okazała się: Pixel Art Builder.
Możecie ją pobrać w Sklepie Play na swoich androidkach, albo przez ten link: https://play.google.com/store/apps/details?id=com.keeratipong.pixelartbuilder&hl=pl
Aplikacja zajmuje 7,6 Mb, co jest na duży plus. Druga apka, która przeszła do finału, zajmowała niestety ponad 150 Mb, więc mimo posiadania dodatkowej funkcji, musiałam z niej zrezygnować.
Niby chodzi o zwykłą zabawę pixelami, ale jednak to coś ważnego.
Skoro teoria omówiona, to zapraszam Was na podgląd aplikacji. Główną rolę zagrają zdjęcia, a do nich dołączony tylko krótki opis wykaśniający o co chodzi.
Na każdym zdjęciu jest zaznaczona inna opcja, i to właśnie one będą wyjaśnione.
- Ołówek - to nim się posługujemy, kiedy chcemy coś narysować.
- Gumka - wymazujemy niechciane kratki.
- Farba - zmieniamy nią całe tło lub zamknięte obiekty.
- Ukośna linia - wybieramy, co chcemy narysować: prostą, czworokąt lub okrąg.
- Lupka - po kliknięciu można przesunąć tło.
- Zakraplacz - po kliknięciu na zastosowany kolor możemy nim rysować.
- Opcje (pionowe •••) - możemy zacząć od nowa, zapisać nasz rysunek, a nawet wczytać.
- Kolor - mamy do wyboru całą gamę kolorów.
- 1 Pt. - po kliknięciu zmienia się kolejno na 3 Pt., 5 Pt., 7 Pt., 9 Pt. i od nowa w 1 Pt. Pozwala to na zwiększenie rozmiaru ołówka do kwadratu o boku następującej długości. Jak to wygląda, możecie zobaczyć na wcześniejszych zdjęciach.
Są jeszcze dwie strzałki, które pozwalają na cofnięcie lub, w przypadku zbyt dalekiego cofnięcia, na ponowienie kroku.
Mam nadzieję, że post Wam się spodobał.
Dzięki temu chociaż troszkę możecie się przybliżyć do tworzenia wzorów Pyssla.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki
Mam nadzieję, że post Wam się spodobał.
Dzięki temu chociaż troszkę możecie się przybliżyć do tworzenia wzorów Pyssla.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki
2018-09-30
"It Ends With Us" - Colleen Hoover
Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Dzisiaj znowu przychodzę do Was z książką.
Tym razem jest to "It Ends With Us", którą napisała Colleen Hoover.
Witam Was w kolejnym poście.
Dzisiaj znowu przychodzę do Was z książką.
Tym razem jest to "It Ends With Us", którą napisała Colleen Hoover.
Lily Bloom zawsze płynie pod prąd. Nic dziwnego, że otworzyła kwiaciarnię dla osób, które... nie lubią kwiatów, i prowadzi ją z pasją i sukcesami. Gdy poznaje przystojnego lekarza Ryle'a Kincaida i rodzi sie między nimi fascynacja, Lily jest przekonana, że jej życie nie może być już lepsze.
Tak mogłaby skończyć się ta historia. Jednak niektóre rzeczy są zbyt piękne, by mogły trwać wiecznie.
To, co kryje się za idealnym związkiem Lily i Ryle'a, jest w stanie dostrzec jedynie Atlas Corrigan, dawny przyjaciel Lily. Kiedyś ona była dla niego bezpieczną przystanią, teraz sama potrzebuje pomocy. Nie zawsze jesteśmy bowiem dość odważni, by stanąć twarzą w twarz z prawdą... Szczególnie gdy przynosi ona tylko cierpienie.
Tak mogłaby skończyć się ta historia. Jednak niektóre rzeczy są zbyt piękne, by mogły trwać wiecznie.
To, co kryje się za idealnym związkiem Lily i Ryle'a, jest w stanie dostrzec jedynie Atlas Corrigan, dawny przyjaciel Lily. Kiedyś ona była dla niego bezpieczną przystanią, teraz sama potrzebuje pomocy. Nie zawsze jesteśmy bowiem dość odważni, by stanąć twarzą w twarz z prawdą... Szczególnie gdy przynosi ona tylko cierpienie.
Książka jest naprawdę super, a co najważniejsze - porusza spotykany problem (a może i nie jeden) w domach.
Na początku nie zwróciłam uwagi na napis na okładce ("Co czytać po Greyu?"), ale wszystko się wyjaśniło. Tak więc nie polecam tej książki dla dzieci.
Każdą książkę, której uda się mnie pochłonąć i przekazać mi emocje, uznaję za udane dzieło literackie. Tak jest i tutaj.
W dodatku pomysł na biznes jest tak genialny, że aż wow.
Mój pomysł jest trochę podobny, tylko u mnie na sprzedaż będą głównie niebieskie płatki róż.
Ale kto wie, co będzie w przyszłości...
Chcecie dowiedzieć się jakie losy spotkały Lily Bloom? Sięgnijcie po książkę.
Jeżeli ja coś polecam do czytania, to musi być tego warte.
A co mnie zachęciło do jej kupna i przeczytania?
Hmm, akurat będąc w Empiku natknęłam się na dzieła autorska Colleen Hoover i przejrzałam co tam było. I tak naprawdę okładka sprawiła, że ją chciałam, a pierwsze zdanie z tyłu to potwierdziło.
Ostatnio właśnie takie niebanalne rzeczy zachęcają mnie w książkach.
Jeszcze raz gorąco polecam powyższą książkę.
A jeżeli już ją przeczytaliście, to możecie się podzielić swoimi odczuciami.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki
Na początku nie zwróciłam uwagi na napis na okładce ("Co czytać po Greyu?"), ale wszystko się wyjaśniło. Tak więc nie polecam tej książki dla dzieci.
Każdą książkę, której uda się mnie pochłonąć i przekazać mi emocje, uznaję za udane dzieło literackie. Tak jest i tutaj.
W dodatku pomysł na biznes jest tak genialny, że aż wow.
Mój pomysł jest trochę podobny, tylko u mnie na sprzedaż będą głównie niebieskie płatki róż.
Ale kto wie, co będzie w przyszłości...
Chcecie dowiedzieć się jakie losy spotkały Lily Bloom? Sięgnijcie po książkę.
Jeżeli ja coś polecam do czytania, to musi być tego warte.
A co mnie zachęciło do jej kupna i przeczytania?
Hmm, akurat będąc w Empiku natknęłam się na dzieła autorska Colleen Hoover i przejrzałam co tam było. I tak naprawdę okładka sprawiła, że ją chciałam, a pierwsze zdanie z tyłu to potwierdziło.
Ostatnio właśnie takie niebanalne rzeczy zachęcają mnie w książkach.
Jeszcze raz gorąco polecam powyższą książkę.
A jeżeli już ją przeczytaliście, to możecie się podzielić swoimi odczuciami.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki
2018-09-25
Jesienne marudzenie
Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Narzekałam na letnią pogodę, teraz na jesienną... Dla mnie nie ma pogody idealnej.
Nagle krótkie spodenki trzeba zmienić na długie dresy i ciepłą bluzę.
Ale to nie o tym chciałam.
Kończy się wrzesień i kończą się wakacje. A ja od dzisiaj mieszkam z powrotem w akademiku.
Nawet trafił mi się ten sam pokój, który miałam w zeszłym roku. Szkoda tylko, że ogrzewanie jest wyłączone i jest strasznie zimno. Aż tak, że siedzę w kurtce. Zdecydowanie wolę cierpieć latem.
W dodatku depozyt będzie otwarty dopiero o 21, a jestem od 8:30. Resztę rzeczy (ubrania, jedzenie, słoiki) ma mój tata, na którego czekam od ponad dwóch godzin...
Ale znalazłam jeden plus tego wszystkiego: kontynuowałam czytanie książki.
Książka, którą aktualnie czytam, wciągnęła mnie prawie tak jak ostatnie puzzle. Znalazłam w domu takie, których jeszcze nikt nie ułożył. Teraz z wyjątkiem mnie.
A już niedługo pojawi się "recenzja" książki przeczytanej w ostatnim czasie.
W tym tygodniu powinien pojawić się także post z serii Pyssla, ale nieco inny.
A na razie załatwię studencką sprawę.
Może ktoś z Was zamierza studiować np. Technologię żywności na SGGW?
Spotkałam dzisiaj w kuchni dziewczynę, która jest mną z zeszłego roku.
Tak jest, ma dużo pytań i niewiadomych.
I ja okazałam się jej ratunkiem. Nawet nie sądziłam, że tyle mogę opowiedzieć o pierwszym roku. Praktycznie żadne jej pytanie nie sprawiło mi problemu z odpowiedzią.
Wiadomo, od starszych najlepiej wyciskać informacje.
Ale dla mnie to nie problem, lubię pomagać ludziom.
Tak więc jeśli Wy lub znajomi macie jakieś pytania, to zapraszam.
Jeżeli tylko będę mogła pomóc, to to zrobię.
A teraz dawka humoru: na w-fie będę grała w ping ponga. Cały czas. Na poważnie.
Poniżej możecie zobaczyć tajemnicze puzzle "the most impossible".
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam cieplutko
Nicki
Witam Was w kolejnym poście.
Narzekałam na letnią pogodę, teraz na jesienną... Dla mnie nie ma pogody idealnej.
Nagle krótkie spodenki trzeba zmienić na długie dresy i ciepłą bluzę.
Ale to nie o tym chciałam.
Kończy się wrzesień i kończą się wakacje. A ja od dzisiaj mieszkam z powrotem w akademiku.
Nawet trafił mi się ten sam pokój, który miałam w zeszłym roku. Szkoda tylko, że ogrzewanie jest wyłączone i jest strasznie zimno. Aż tak, że siedzę w kurtce. Zdecydowanie wolę cierpieć latem.
W dodatku depozyt będzie otwarty dopiero o 21, a jestem od 8:30. Resztę rzeczy (ubrania, jedzenie, słoiki) ma mój tata, na którego czekam od ponad dwóch godzin...
Ale znalazłam jeden plus tego wszystkiego: kontynuowałam czytanie książki.
Książka, którą aktualnie czytam, wciągnęła mnie prawie tak jak ostatnie puzzle. Znalazłam w domu takie, których jeszcze nikt nie ułożył. Teraz z wyjątkiem mnie.
A już niedługo pojawi się "recenzja" książki przeczytanej w ostatnim czasie.
W tym tygodniu powinien pojawić się także post z serii Pyssla, ale nieco inny.
A na razie załatwię studencką sprawę.
Może ktoś z Was zamierza studiować np. Technologię żywności na SGGW?
Spotkałam dzisiaj w kuchni dziewczynę, która jest mną z zeszłego roku.
Tak jest, ma dużo pytań i niewiadomych.
I ja okazałam się jej ratunkiem. Nawet nie sądziłam, że tyle mogę opowiedzieć o pierwszym roku. Praktycznie żadne jej pytanie nie sprawiło mi problemu z odpowiedzią.
Wiadomo, od starszych najlepiej wyciskać informacje.
Ale dla mnie to nie problem, lubię pomagać ludziom.
Tak więc jeśli Wy lub znajomi macie jakieś pytania, to zapraszam.
Jeżeli tylko będę mogła pomóc, to to zrobię.
A teraz dawka humoru: na w-fie będę grała w ping ponga. Cały czas. Na poważnie.
Poniżej możecie zobaczyć tajemnicze puzzle "the most impossible".
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam cieplutko
Nicki
2018-09-15
Panterkowe trampki
Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Zastanawiam się właśnie, jakiej jeszcze tematyki nie poruszyłam...
Dzisiaj przygotowałam małe co nieco o butach.
Już na początku roku zauważyłam, że moje panterkowe trampki się troszkę zużyły. No cóż, mam je już trzy lata. Nawet sklejałam je klejem, żeby dało się w nich chodzić.
Jednak amortyzacja ma swoje prawa.
W końcu zaczęłam szukać nowych. Po tygodniu znalazłam, tylko nie mogłam zdecydować się na kolor.
Z jednej strony chciałam czarne, ale nigdzie nie było idealnych. Z drugiej strony znalazłam panterkę, a także wersję z czarnymi fragmentami.
Obie te wersje kolorystyczne są zawsze modne, więc to ułatwienie.
Mierzyłam wszystkie swoje buty, żeby znaleźć prawidłowy rozmiar, po czym uległam chwili, ponieważ kupiłam obie panterki.
Na szczęście cena nie była wygórowana, adekwatna do jakości.
No, może nie tyle do jakości, ale myślałam, że będą bardziej materiałowe. Niestety i stety, materiał jest grubszy i sztywny. Już je uprałam, ale za bardzo to nie pomogło.
Może uda mi się przecierpieć na początku, żeby po kilku miesiącach normalnie w nich chodzić.
A może macie jakieś patenty na zmiękczenie butów?
Poniżej możecie zobaczyć zdjęcia moich panterek.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki
Witam Was w kolejnym poście.
Zastanawiam się właśnie, jakiej jeszcze tematyki nie poruszyłam...
Dzisiaj przygotowałam małe co nieco o butach.
Już na początku roku zauważyłam, że moje panterkowe trampki się troszkę zużyły. No cóż, mam je już trzy lata. Nawet sklejałam je klejem, żeby dało się w nich chodzić.
Jednak amortyzacja ma swoje prawa.
W końcu zaczęłam szukać nowych. Po tygodniu znalazłam, tylko nie mogłam zdecydować się na kolor.
Z jednej strony chciałam czarne, ale nigdzie nie było idealnych. Z drugiej strony znalazłam panterkę, a także wersję z czarnymi fragmentami.
Obie te wersje kolorystyczne są zawsze modne, więc to ułatwienie.
Mierzyłam wszystkie swoje buty, żeby znaleźć prawidłowy rozmiar, po czym uległam chwili, ponieważ kupiłam obie panterki.
Na szczęście cena nie była wygórowana, adekwatna do jakości.
No, może nie tyle do jakości, ale myślałam, że będą bardziej materiałowe. Niestety i stety, materiał jest grubszy i sztywny. Już je uprałam, ale za bardzo to nie pomogło.
Może uda mi się przecierpieć na początku, żeby po kilku miesiącach normalnie w nich chodzić.
A może macie jakieś patenty na zmiękczenie butów?
Poniżej możecie zobaczyć zdjęcia moich panterek.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki
Subskrybuj:
Posty (Atom)












