Etykiety

2018-12-31

Unboxing: Xiaomi Redmi Note 6 Pro

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Jest to ostatni post w tym roku i pragnę życzyć Wam dużo radości w Nowym Roku.
Dzisiaj przygotowałam pierwsze wrażenia z użytkowania nowego telefonu.
W czerwcu 2018, po ponad trzech latach użytkowania, zaczęły się problemy z telefonem - nawalał głośnik i klawisz głośności.
Szukałam jakiegoś ciekawego modelu na zamianę.
Chciałam kupić na początku wakacji, potem po zdaniu poprawki ze statystyki, a potem jak dostanę stypendium.
No i w końcu się udało. Na koniec roku mogłam cieszyć się z nowego telefonu.
W wyborze największy udział miał mój brat - łowca okazji.
Xiaomi Redmi Note 6 Pro
Kolor: Rose gold (jak dla mnie za bardzo różowy)
Pamięć: 4/64 GB
Ekran: 6,26"
Reszta specyfikacji znajduje się na zdjęciu poniżej.
Ogólnie jestem zadowolona z wyglądu jak i użytkowania.
Muszę jeszcze przywyknąć do braku klawiszy na dolnym pasku, tylko na dole ekranu.
Nawet notch jest spoko, tylko szkoda, że powiadomienia nie są wyświetlane na pasku.
Ostatni z minusów jakie dotychczas zaobserwowałam to biała dioda powiadomień. Tylko biała.
Aparat robi bardzo dobrej jakości zdjęć.
Z przodu i tyłu jest dual camera.
Znak wodny z tą informacją można włączyć/wyłączyć w opcjach.
Przedni aparat i dodatkowa opcja upiększająca (średni poziom) maskują nawet moje cienie pod oczami.
Przykładowe zdjęcie z tylnego aparatu możecie zobaczyć poniżej.
Pierwszy raz po kupnie telefonu nie zmieniłam tapety ani ekranu blokady. Co innego wszystkie opcje.
Aplikacje systemowe także zostały wypróbowane.
Podoba mi się dodatkowy pulpit, który znajduje się na lewo od głównego.
Opcja skrótów, która tam jest, ma swoje praktyczne zastosowanie.
Pomocna jest krótka notatka, np. na listę zakupów czy ważną informację. Ja nie byłabym sobą, gdybym nie wpisała tam liczby Pi.
Do telefonu dołączona była ładowarka, kluczyk do tacki na kartę SIM i silikonowe etui.
Wszystkie zdjęcia i screenshoty możecie zobaczyć poniżej.
W razie jakichkolwiek pytań zapraszam do komentowania.











Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

Plany na Sylwestra?

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
W tym roku wpis sylwestrowy nie będzie ostatnim.
Ostatni post w 2018 pojawi się po południu.
Już ochłonęliśmy po świętach, i nadszedł czas na zabawę sylwestrową.
Już w połowie listopada można było usłyszeć pytania typu: Co robisz na Sylwestra?
Ja swoje plany (w 50%) poznałam dwa tygodnie temu.
Miało być grupowe pójście pod scenę w Warszawie, a potem zabawa w mieszkaniu koleżanki.
Plany się zmieniły i będzie domówka w jednej z podwarszawskich miejscowości.
Organizują ją specjaliści od przebrań, więc nic dziwnego, że ustalili temat przewodni.
Będzie to WIECZÓR WAMPIRÓW.
Od razu jak się dowiedziałam (w sobotę rano), wyobraziłam sobie swój strój.
Czarna sukienka w końcu ujrzy światło dnia, a blada twarz wzmocni efekt.
Brakowało mi tylko jednego elementu - peleryny.
Oczywiście nie jakiejś zwykłej, tylko czarnej z wierzchu, czerwonej od spodu, z kapturem.
W sobotę po południu miałam pojechać z mamą do galerii, więc przy okazji chciałam poszukać peleryny w takich sklepach jak SMYK itp.
Niestety były tylko stroje księżniczek w rozmiarze małych dziewczynek.
Niczego nie znalazłam w trzech galeriach.
Po powrocie do domu szukałam alternatywy.
Wpadłam na pomysł uszycia własnoręcznie, ale jedyne materiały jakie były w domu to firanki.
Specjalnie kupiłam bilet na pociąg do Warszawy na niedzielę wieczór, żeby móc w poniedziałek czegoś poszukać na ostatnią chwilę.
Wczoraj mama podpowiedziała, żebym zadzwoniła do babci, bo "ona ma wszystko".
I rzeczywiście - znalazła kawałek czerwonego i czarnego materiału.
Pojechałam ponad godzinę przed odjazdem pociągu, żeby im się przyjrzeć.
Nie były one tak duże, o jakich marzyłam, ale były.
Jednakże byłam zachwycona ich barwą - czarny był matowy, a czerwony lekko błyszczący,czyli tak jak chciałam.
Kaptur chciałam zrobić czarny, ale materiał był za mały, jednak znalazł się drugi kawałek czerwonego. Oryginalny wampir z czerwonym kapturem.
Jadąc pociągiem zastanawiałam się jak zabrać się do uszycia tej peleryny.
Wiedziałam tylko, że muszę połączyć ze sobą oba materiały i obszyć je, bo strasznie się strzępiły.
Zanim rozpakowałam walizkę i zjadłam, było już po 22.
Obejrzałam kilka filmików na temat zrobienia kaptura i przygotowałam wszystkie przybory.
Szycie rozpoczęłam o 23:20.
Zaczęłam od kaptura. Przerabiałam go trzy razy przed ostateczną wersją.
Potem zrobiłam pasek, który miał służyć do zawiązania peleryny na szyi.
W końcu przyszedł czas na samą pelerynę.
Nie wiedziałam z której strony mam zacząć obszywanie, bo czerwony materiał był ciut szerszy i krótszy.
Zaczęłam od góry. Chciałam zrobić miejsce na pasek, ale poprzestałam na małej zakładce, przez którą przeciągnęłam gumkę.
Jak zobaczyłam końcowy efekt tego szycia i dodania gumki - wow.
Chyba nigdy niczego tak ładnie nie zszyłam.
Pełna radości wzięłam się za boki. I moja radość powoli znikała.
Co chwila moje palce cierpiały, nitka się rozrywała, a materiał przekrzywiał.
Ale dotarłam do końca.
Zastanawiałam się, czy przyszyć kaptur, czy go zostawić.
Poszłam na kompromis i przymocowałam go małymi klipsami.
Może później ogarnę jak go przyszyć, żeby się nie marszczył.
Podsumowanie:
Pracę zakończyłam o 4:30.
Może i nie wyszło równo i bez przeszkód, ale jestem tylko człowiekiem.
Całą pracę wykonałam ręcznie.
Z maszyną zajęłoby mi to dużo krócej niż 5 godzin, ale warto było poświęcić czas.
A teraz mogę podziwiać swoje dzieło.
I w końcu pójść spać...
Perfectly imperfect
Poniżej możecie zobaczyć zdjęcia mojej peleryny.
Też się przebieracie na wieczór?
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki



2018-12-24

BLOGMAS 12/2018

Hej Kochani,
Witam Was w ostatnim świątecznym poście w tym roku.
Nareszcie doczekaliśmy się Wigilii.
Mam nadzieję, że w dzisiejszym zamieszaniu nie zapomniliście o celu przygotowań.
Życzę Wam, abyście spędzili święta w miłej rodzinnej atmosferze.
Niech radość zagości w najmniejszym zakątku.
By wszystkie marzenia się spełniły i przyniosły szczęście.
Oprócz tego dużo zdrowia, miłości i błogosławieństwa Bożego.
Wesołych świąt 🎄🎁
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-12-22

BLOGMAS 11/2018

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym świątecznym poście w tym roku.
To już jest jeden z ostatnich przedświątecznych wpisów.
Od 15 praktycznie nie wychodzę z kuchni i robię ciasteki (pierniczki).
Jestem już na etapie ozdabiania, ale chyba nie będę spać.
Poniżej przedstawiam kilka pierwszych prac wykonanych przez całą moją rodzinę.
Przepis na pierniczki pojawi się po świętach.





Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-12-20

BLOGMAS 10/2018

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym świątecznym poście w tym roku.
Dzisiaj przygotowałam typowo muzyczny wpis.
Od dwóch tygodni słucham świątecznej stacji radiowej.
Różnorodność piosenek nie jest tak duża jak w normalnym radio, ale jest kilka ciekawych propozycji.
Niektóre są w dwóch różnych aranżacjach, i obie są ciekawe.
Poniżej przedstawiam Wam Top of the top 2018.
Last Christmas

All I Want For Christmas Is You

Christmas In My Heart

Christmas Time

Driving Home For Christmas

I Wish It Could Be Christmas Everyday

Merry Christmas Everyone

One More Sleep

Perfect Christmas

Underneath The Tree

Zaśnieżone miasta

Christmas Is All Around

Do They Know It's Christmas?

Macie jakieś inne propozycje?
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-12-18

BLOGMAS 9/2018

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym świątecznym poście w tym roku.
Sezon na: Wesołych świąt! uważam za otwarty.
Od wczoraj, a nawet i wcześniejszych dni, słyszymy te zdanie od nauczycieli, wykładowców, pracodawców i znajomych, których nie zobaczymy już przed świętami.
Niektórzy są tak mili, że życzą odpoczynku i np. chęci do nauki.
Nareszcie odpoczniemy od wszystkiego i wszystkich.
W ruch w tym tygodniu wchodzą także wigilie.
Klasowe, szkolne, pracownicze, segmentowe (w akademikach), wspólnotowe...
Ja swoją będę miała jutro.
Nie mogę się doczekać, zwłaszcza, że w tamtym roku nie miałam takiej dodatkowej wigilii.
Wigilię, która jest 24 grudnia, obchodzimy z rodziną.
Każdą inną ze znajomymi, którzy tworzą kolejną rodzinę.
Przecież Boże Narodzenie to czas radości.
Pamiętajmy o tym i nie pozwólmy, by coś nam to zepsuło.
Do świąt keszcze kilka dni, ale niech już teraz ta radość w nas będzie.
Przed świętami będą jeszcze trzy wpisy, na które już teraz serdecznie Was zapraszam.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-12-16

BLOGMAS 8/2018

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym świątecznym poście w tym roku.
W końcu mamy zimową pogodę.
W nocy bardzo ładnie zaskoczyła nas pogoda, i rano mogliśmy podziwiać zaśnieżone widoki.
I w końcu mogłam zobaczyć to, na co czekałam od zeszłej zimy - ośnieżone drzewa.
To jest mój ulubiony widok zimą.
Dzisiaj jechałam drogą, która prowadziła przez las. Mogłabym tam się zatrzymać tylko po to, aby pooglądać drzewa.
Wy też lubicie wygląd zaśnieżonych drzew?
Coraz bardziej czuć zbliżające się święta.
Wczoraj byłam w Olsztynie i miałam okazję zwiedzić rynek.
Był tam jarmark świąteczny, ze sceny grały kolędy, a Radio ZET miało akurat swój przystanek na trasie Świątecznego konwoju.
Nie brakowało także ogromnej liczby ludzi.
Teraz, gdy został już tylko tydzień do świąt, jest jeszcze więcej ozdób. Wszędzie.
Jedyne, co mnie aktualnie dziwi, to poubierane choinki. Wiecie - bombki i tak dalej.
Rozumiem oświetlenie domów, drzewek i ogrodzeń, ale nie bombki na choinkach.
Chociaż może niektórzy będą za tydzień tak zajęci, że nie będą mieli czasu na ubranie choinki, dlatego robią to teraz.
W radiach coraz częściej usłyszymy Wham, Skaldów, Mariah Carey, czy De Su.
Więcej o piosenkach będzie w innym poście, a na razie możecie posłuchać utworu, który od razu przyszedł mi do głowy, jak popatrzyłam przez okno.

Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-12-14

BLOGMAS 7/2018

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym świątecznym poście w tym roku.
Dzisiaj przygotowałam Wam zaskakującą prawdę o mnie.
Mały wstęp:
Budowa PGE Narodowego rozpoczęła się 7 października 2008.
Oficjalne otwarcie i mecz inauguracyjny (Polska:Portugalia) odbyły się 29 stycznia 2012.
Pierwszy raz byłam na stadionie 14 grudnia 2018.
Tak, dokładnie dzisiaj. Po prawie 7 latach od otwarcia.
I wiecie co? Cieszyłam się jak dziecko.
Wybrałam się tam dzisiaj z tatą na lodowisko.
W tym przypadku udało mi się szybciej odwiedzić Lodowe Miasteczko, bo jest to dopiero druga edycja.
Oto lista rzeczy, które warto zapamiętać:
Lepiej zainwestować we własne łyżwy. Te w wypożyczalni są strasznie niewygodne i chyba niemożliwe jest ich dopasowanie do stopy.
Obowiązkowe są też grubsze skarpety. U mnie zostało wiele odcisków od łyżew, szczególnie w miejscach zapięć.
Lepiej nie jeździć za początkującymi. Nawet ich wyprzedzanie może się źle skończyć. Pewna dziewczyna nie wiedziała, gdzie chce jechać i się zatrzymała centralnie przede mną. Szkoda tylko mojego mocno obrzękniętego lewego kolana, przez co mam teraz problem z chodzeniem, i nadgarstka, w który wbiła się kulka z bransoletki. Nawet natychmiastowy okład z lodu nie pomógł.
Ogólnie bardzo polecam odwiedzenie Zimowego Narodowego.
Następnym razem z chęcią zjadę z górki lodowej. Dzisiaj chyba była nieczynna.
Jechaliście? Jak było?
Ten rok jest dla mnie bardzo owocny, a jeszcze zostało 17 dni. Nie mam pojęcia, co jeszcze mi przyniesie.
Skoro udało mi się nawet odwiedzić PGE Narodowy, to chyba wszystkiego mogę się spodziewać.
Przed nami ostatni weekend przed świętami.
Ostatni, bo ten za tydzień to będzie jedna wielka bieganina, ale mam już zaplanowany na konkretny dzień specjalny post.
Chociaż każdy świąteczny jest specjalny...
Poniżej możecie zobaczyć to, co udało mi się uchwycić podczas dzisiejszego dnia.
Te z choinką i lodowiskiem w tle jest moim ulubionym hahaha
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki





2018-12-12

BLOGMAS 6/2018

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym świątecznym poście w tym roku.
Dzisiaj przygotowałam znowu wpis o światełkach, ale nieco inny.
Zachciało mi się bardziej ozdobić pokój w akademiku.
Trafiłam w sklepie na całkiem tanie światełka, i pomyślałam, że spróbuję coś z nich zrobić.
Postanowiłam pobawić się w elektryka.
I jak widać - żyję.
Wpadłam na pomysł, żeby połączyć 3 zestawy światełek. Miałam już kolorowe, a dokupiłam jeszcze żółte i czerwone.
Szukałam w sklepie złączek, ale były tylko duże, więc do moich rewolucji kupiłam taśmę izolacyjną.
Niby proste zadanie - wystarczy rozciąć kabel, zdjąć izolację (po ok. 2 cm), skręcić ze sobą dwa przewody i zakleić taśmą. I tak z każdym łączeniem.
Po pierwszym połączeniu, okazało się, że zbyt słabo skręciłam ze sobą przewody. Za drugim już było elegancko.
Dwa zestawy miałam opanowane. Do tego chciałam dołączył kolorowe światełka, które dzielnie służyły mi przez rok.
I właśnie to obwinię za moje niepowodzenie.
Kiedy odcięłam wtyczkę i zostały mi dwa wolne końce kabla, chciałam "sparować" je z wcześniej połączonym kablem.
Oczywiście - po włączeniu do gniazdka (wszystkie operacje, takie jak przecinanie kabli, zdejmowanie i zakładanie izolacji, czy skręcanie przewodów robimy z dala od prądu).
No i nie świeciło. Nic.
Wcześniej połączony zestaw świecił 2 razy słabiej, bo jest 2 razy więcej lampek, ale jakoś świecił. A po podłączeniu trzeciego zestawu kompletnie nic.
Tak więc postanowiłam trochę potrzeć przewodami i w końcu kopnął mnie prąd.
Przebiegł po całej prawej ręcę i nodze, od palców do palców.
Ale się nie poddałam.
Następna taka sama próba skończyła się lekkim wybuchem, "pełzaniem" iskier po podłodze, wywaleniem bezpiecznika, spaleniem przewodów i moim szokiem.
I tu już się trochę wystraszyłam. Nie codziennie coś takiego się dzieje.
W końcu zrezygnowałam z dodatkowego zestawu i zostawiłam ten z dwóch.
Jednak ten kolorowy chciałam odratować i z powrotem połączyć go z wtyczką, by działał.
Niestety, ponownie był wybuch, wywalony bezpiecznik i spalenie przewodów.
Możliwe, że go popsułam, ale to się okaże w piątek, gdy mój tata to zobaczy.
Jednakże udały mi się dwie "złączki", przez co moja kariera elektryka nie została pogrzebana. Jeszcze jest nadzieja.
Poniżej możecie zobaczyć jak wygląda poprawny splot przewodów i końcowy efekt mojego łączenia.
Co o tym myślicie?
Czy też macie czasem takie szalone pomysły?
Może macie podobną historię do mojej?
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki


2018-12-10

BLOGMAS 5/2018

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym świątecznym poście w tym roku.
Dzisiaj przygotowałam wpis o pocztowych perypetiach.
Dwa tygodnie temu kupiłam farbę do włosów w pewnej internetowej drogerii.
Już wtedy moje włosy błagały o pofarbowanie.
Niestety, poczta postanowiła zrobić mi na złość.
Był jeszcze listopad i byłam pewna, że paczka szybko dojdzie.
Oj, bardzo się myliłam.
Otóż ludzie wpadli w szał zakupów nie tylko w sklepach stacjonarnych, ale także i internetowych.
W placówce pocztowej w Rzeszowie był niezły harmider.
Chociaż po sprawdzeniu "trasy" paczki, śmiało mogę stwierdzić, że w Warszawie też nie było luzów.
Przydałby się ktoś taki na każdej poczcie, jak w "Facetach w czerni".
Po długim oczekiwaniu, dzisiaj w końcu odebrałam paczkę.
I moje włosy są już szczęśliwe. Wszystkie w jednym kolorze, bez odrostów :)
Teraz już nawet zrezygnuję z zakupów online, bo internety zostały opanowane przez świętych Mikołajów.
A jak Wy radzicie sobie z wszelkimi zakupami?
Też ostatnio czekaliście na jakąś paczkę prawie 2 tygodnie?
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-12-08

BLOGMAS 4/2018

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym świątecznym poście w tym roku.
Dzisiaj przygotowałam Wam pomoc w sprawie pomarańczy.
Święta dla większości ludzi kojarzą się z mandarynkami, pomarańczami.
Nie wiem skąd się to wzięło, ale na brak cytrusów w tym okresie nie można narzekać.
Co raz są jakieś promocje w sklepach.
I ostatnio była w Biedronce.
U mnie w okresie od grudnia do końca stycznia królują pomarańcze.
Ale są dwa warunki, które muszą spełnić, bym je zjadła:
  1. Muszą być z Biedronki.
  2. Muszą mieć wypukłą "dupkę".
Już wyjaśniam.
Kilka lat temu miałam do porównania pomarańcze z kilku sklepów i zwycięskim okazała się Biedronka.
Ich pomarańczę są słodko-kwaśne, soczyste i mają "to coś".
W tamtym roku, albo ciut wcześniej odkryłam, że owoce, które posiadają wypukłą "dupkę" są najlepsze.
Ta teoria sprawdza się do dziś.
Gwarantuję Wam, że jak weźmiecie taką pomarańczę, to będzie dobra.
Dzisiaj zjadłam 4 i gdyby nie obiad, zniknęłoby więcej.
Dla lepszego zobrazowania mojej teorii poniżej macie zdjęcie poglądowe takich pomarańczy.
Tak więc już wiecie, gdzie wybrać pomarańcze na święta.
Do mandarynek nie wpadłam jeszcze na jakieś odkrycie, może kiedyś.
Ostateczne przypomnienie: Biedronka i "dupka".
Mam nadzieję, że wpis Wam się podoba i skorzystacie z mojej złotej rady.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-12-06

BLOGMAS 3/2018

Hej Kochani,
Witam Was w następnym świątecznym poście w tym roku.
Dzisiaj przygotowałam dla Was małą dawkę świętego Mikołaja.
Tak tak, dzisiaj są Mikołajki. A także Dzień Świątecznego Swetra. I moje osobiste trzecie święto dzisiejszego dnia.
Ale po kolei.
  • Mikołajki
To taki przedsmak świąt. Wszędzie znajdują się reklamy z promocjami, specjalne oferty...
Od dzisiaj Mikołaje na ulicach będą już normalnością.
Kiedyś rodzice wsadzali mi i braciom jajka niespodzianki do kapci, i raz, jak wstałam, to niestety zgniotłam swoje jajko.
Teraz, kiedy mieszkam sama w akademiku, zapomniałam się obdarować w ten sposób.
Chociaż może to lepiej, bo mam zwyczaj nakładania kapci, jak jeszcze moje oczy śpią.
Zrekompensował mi to chociaż cały dzień, o czym za chwilę.
  • Dzień Świątecznego Swetra
Chyba każdy człowiek na Ziemi słyszał o świątecznym swetrze.
Są one bardzo popularnym motywem w filmach, które chociażby tylko wspominają święta.
W Polsce dopiero zyskują popularność, chociaż zostały zauważone już wcześniej.
Czy może być coś lepszego zimą od ciepłego swetra z motywem świątecznym? Pewnie tak.
Po tygodniowych staraniach udało mi się kupić taki właśnie sweter.
Jego zdjęcie możecie zobaczyć poniżej.
Jeżeli macie świąteczny sweter, to wskakujcie w niego, bo została już tylko godzina świętowania.
Nikt Wam nie broni, żebyście np. jutro go założyli, ale dzisiaj są jakby jego urodziny.
  • Osobiste święto
Udało mi się. Po ponad roku. Co takiego?
Dzisiaj pierwszy raz w życiu jechałam tramwajem.
Przez ponad rok mieszkania w Warszawie jeździłam metrem, autobusem, a ostatnio nawet SKMką. Ale tramwajem dopiero dzisiaj.
I wszystko zawdzięczam własnemu błędowi.
Gdybym wybrała dobry paczkomat, nie musiałabym jechać na drugi koniec Warszawy i nie miałabym okazji do przejażdżki nowym i za razem ostatnim środkiem transportu.
I wiecie co? Wolę metro.
Mam nadzieję, że dzisiejszy post Wam się podoba.
Może chcielibyście pochwalić się swoimi świątecznymi swetrami?
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki




2018-12-04

BLOGMAS 2/2018

Hej Kochani,
Witam Was w drugim świątecznym poście w tym roku.
Dzisiaj przygotowałam dla Was wpis o ozdobach.
W większych miastach są już zamontowane jakieś oświetlenia itp duperele.
U mnie dzisiaj na kampusie panowie podpinali stroiki lamp do zasilania.
Rano to szału nie robiło, ale jak wracałam z zajęć po 19, to wszystko już ładnie świeciło.
Poniżej możecie zobaczyć taką jedną lampę.
Czasami można zauważyć, że na niektórych budynkach, np. galeriach, oświetlenie czy ozdoby świąteczne wiszą cały rok.
Bo po co to zdejmować, jeżeli kolejne święta są za rok!?
Światełka są całkiem okej, ale kto chciałby zobaczyć świecącego mikołaja latem?
U mnie światełka owszem wiszą cały rok, ale dawno już się przepaliły.
Natomiast w akademiku też mam już moje lampki.
W tym roku byłam pierwsza z ich prezentacją, ponieważ włączam je od 9 października.
Tak, dobrze czytacie.
I nie, nie zaczęłam świętować na początku października.
Po prostu dwie rzeczy się nałożyły - po wprowadzeniu się do pokoju uporządkowałam wszystkie rzeczy i zostawiłam lampki na wierzchu, a także nie chciałam, aby rybkom było ciemno.
No dobra, mi też miały pomóc w nocy, żeby przyzwyczaić oczy do lekkiego światła.
A to, że ładnie wyglądają i dobrze się przy nich ogląda filmy, to tylko przyjemny dodatek.
Tak więc jak je położyłam na parapecie, tak leżą do tej chwili.
W tym roku nie będę ich przyklejać taśmą do okna, żeby potem nie trzeba było zdzierać kleju.
Poniżej możecie zobaczyć jak to wygląda.
Oczywiście od zewnątrz daje to mega efekt rozświetlenia.
Teraz już można podziwiać takie dekoracje w kilku oknach akademików.
I wiecie co?
Dokładnie rok temu zrobiłam tatuaż.
Jakoś tak już nie zwracam na niego zbyt dużej uwagi - po prostu jest.
W końcu do niego przywykłam.
Chociaż był niedawno moment, kiedy się lekko przestraszyłam.
Otóż na samym początku cały tatuaż był wypukły, z czasem przyklepywał się do skóry.
W górnym ogonku litery "c" było najwięcej tuszu i przez cały czas ten fragment był wypukły.
I pewnego dnia zrobiła się tam dziurka i wyciekł czarny glutek.
Wyglądało to trochę jak wulkan - skóra się tak dziwnie rozszerzyła i kilka razy zaobserwowałam mały wyciek.
W dodatku bolało przy dotyku.
Poczekałam kilka dni i wszystko się unormowało.
Teraz już nie czuć wybrzuszenia w tym miejscu, nie ma żadnego stanu zapalnego, nie boli.
Przez 11 miesięcy mojego naciskania na tą literkę, tusz chciał się wreszcie ode mnie uwolnić.
Trzecie zdjęcie poniżej przedstawia jak po roku wygląda tatuaż.
Możecie porównać ze zdjęciami z postu, który był całkowicie jemu poświęcony.
...
Czy w Waszych miastach są już dekoracje uliczne?
A jak ze światełkami?
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki



2018-12-02

BLOGMAS 1/2018

Hej Kochani,
Witam Was w pierwszym świątecznym poście w tym roku.
Dzisiaj przygotowałam dla Was małą dawkę filmów.
Trzy tygodnie temu chciałam obejrzeć jakiś film i wylądowałam na stronie efilmy.tv
Szukałam oczywiście jakiejś komedii, bo to dobry odstresowywacz i mój ulubiony gatunek.
Zdziwił mnie trochę widok filmu o tematyce świątecznej, ale to była komedia, więc postanowiłam spróbować.
I tak zaczęła się moja seria filmów świątecznych.
W ciągu niecałych dwóch tygodni obejrzałam ich siedem, i oto one:
  • Świąteczny kalendarz (2018) - Utalentowana, ale sfrustrowana fotografka dostaje w prezencie świąteczny kalendarz, który zdaje się przepowiadać przyszłość. (Ten film zainspirował mnie do posiadania niezwykłego kalendarza adwentowego)
  • Święta z widokiem (2018) - Menadżerka restauracji w kurorcie narciarskim nie może się pozbierać po wcześniejszej porażce. Jej świat do góry nogami wywraca pewien tajemniczy kucharz.
  • A wish for Christmas (2016) - Sara Shaw jest pracowitą, lecz zbyt uległą i miłą osobą. Gdy jej szef Dirk Tyson kradnie jej pomysł na inicjatywę bożonarodzeniową, kobieta stwierdza, że musi zacząć walczyć o siebie. Wkrótce Sara spotyka Świętego Mikołaja, który oferuje, że spełni jej jedno życzenie. Kobieta prosi o odwagę do powiedzenia właścicielowi firmy Peterowi, że Tyson przywłaszczył jej pomysł. Święty Mikołaj spełnia życzenie Sary, dodając jej odwagi do walczenia o siebie na 48 godzin.
  • Obietnica pod jemiołą (2016) - Elise zgadza się udawać dziewczynę nowopoznanego Nicka, pragnąc wzbudzić zazdrość w byłym mężu.
  • Zamiana z księżniczką (2018) - Zwyczajna cukiernik z Chicago i przyszła księżniczka, które wyglądają jak bliźniaczki, postanawiają przed świętami zamienić się życiami.
  • Świąteczny książę (2017) - Młoda dziennikarka dostaje prezent jeszcze przed świętami - zostaje wysłana za granicę, aby przygotować materiał o dziarskim księciu, który ma zostać królem.
  • Świąteczny książę: Królewkie wesele (2018) - Rok po tym, jak pomogła Richardowi zdobyć koronę, Amber przygotowuje się do ślubu z ukochanym. Kłopot w tym, że nie bardzo widzi siebie w roli królowej. (Ten film widziałam w dniu premiery, i to nie w kinie hahaha)
Dopiero zauważyłam, że wszystkie to komedie romantyczne.
Filmy są w kolejności, w jakiej je obejrzałam.
I w jednym przypadku miałam małe deja vu.
Nie chcę za dużo zdradzać, więc będzie tylko mały kawałek.
W filmie Zamiana z księżniczką jet scena, w której dwie osoby oglądają film.
I oglądając Świątecznego księcia widziałam identyczną scenę, jak tamte osoby w filmie.
Zdziwiłam się, ale zobaczyłam, że oba filmy są produkcji Netflixa.
Całkiem ciekawy pomysł, żeby wypromować albo wspomnieć inny film.
Widzieliście ostatnio jakiś inny film o tematyce świątecznej?
Dawajcie znać, to będę uzupełniać ten post.
Mam nadzieję, ż dzisiejszy wpis przypadł Wam do gustu.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-11-30

Świąteczny listopad

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Bardzo szybko zbliżyliśmy się do początku ostatniego miesiąca.
Jutro, 1 grudnia, zaczyna się adwent.
Oczywiście "duch świąt" jest już wszędzie od miesiąca. Czy to nie śmieszne?
Każdego roku "święta" zaczynają się wcześniej. Większość ludzi wpada w szał. Ozdoby świąteczne na ulicach to już chleb powszedni.
Ale nie o to chodzi.
Adwent jest czasem oczekiwania, a nie latania po sklepach i kupowania prezentów.
Rozumiem, że każdy chce ze wszystkim zdążyć, ale ogarnijmy się.
Podam Wam przykład z dzisiaj:
Moja mama chce skompletować książki Johna Grishama. Niedaleko kampusu znajduje się sklep (w galerii KEN Center), w którym udało mi się znaleźć już kilka numerów z serii.
Dzisiaj po wykładzie (o 10 rano) poszłam na książkowe łowy.
I wiecie co? Ledwo udało mi się przejść główną alejkę. Ludzi było od groma.
Na szczęście nie znalazłam żadnej książki. Czemu na szczęście? Bo nie wyobrażam sobie czekania do kasy w kolejce przez pół sklepu.
Większość z obładowanymi wózkami, które stały na przejściach. Dobrze, że jeszcze bez karpi.
Gdyby nie ci wszyscy ludzie, moja wizyta zajęłaby pewnie około 10 minut. A nie 50.
Jeżeli byliście kiedyś w Biedronce na dworcu Centralnym w Warszawie, to wiecie co to są tłumy. Dzisiaj było identycznie u mnie.
Wiecie jakie mam postanowienie do końca roku? Nie iść do żadnej galerii. Jeżeli będę robić inne zakupy niż spożywcze, to tylko online.
Polecam to również innym.
...
W tym roku nie będzie codziennych Blogmasów, ale kilka świątecznych postów na pewno się pojawi.
Nie wiem jeszcze, czy wrzucać je do serii z blogmasami. Co o tym sądzicie?
Na koniec roku podgonię trochę blogowe braki.
Macie postanowienia adwentowe?
Ja właśnie spisałam swoje, żeby nie zapomnieć.
Niby oczywiste i proste, ale mam nadzieję, że nie polegnę.
  • Posty na blogu
  • Zero galerii
  • Normalniej się odżywiać 
Może macie jakieś ciekawe propozycje na inne postanowienia?
Pierwszy świąteczny post pojawi się już niedługo, więc wyczekujcie.
I nie poddajcie się w swoich postanowieniach.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-11-17

Projekt na koszulkę #2

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Tym razem chciałabym podzielić się z Wami drugim projektem z liczbą Pi.
Ostatnio były wyrazy, to teraz czas na same cyfry.
Postanowiłam, że nie będę uczyć się kolejnych cyfr przybliżenia liczby Pi, więc w moim projekcie są tylko (...) te cyfry, które znam.
W dodatku wszystko napisałam z pamięci, więc jeśli gdzieś jest błąd, to ups.
Który projekt jest według Was lepszy? Dzisiejszy czy poprzedni?
Może macie jakieś ciekawe pomysły na wykorzystanie liczby Pi? Albo innego motywu?
Proszę o kontakt w razie chęci wykorzystania wzoru.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-11-14

Projekt na koszulkę #1

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Troszeczkę wracam do serii artystycznej, ale w innej formie.
Ostatnio szukałam ciekawej koszulki z liczbą Pi.
Skończyło się na tym, że wymyśliłam własny napis i zrobiłam projekt, który Wam przedstawiam.
Znalazłam nawet sklep internetowy, w którym można wysłać własny wzór, więc już niedługo będę cieszyć się z posiadania koszulki z moim projektem.
Edycja zajęła mi zaledwie dwie godziny, po czym zastanawiałam się nad nazwaniem pliku.
Do głowy wpadło mi jedynie: Projekt idiots.
I wszystko jasne.
Proszę o kontakt w razie chęci wykorzystania wzoru.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-11-08

Hodowla pleśni w akademiku

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Ostatnio wpadłam w szał oglądania komedii romantycznych.
Praktycznie codziennie jakąś obejrzałam. A nawet i dwie.
Wiadomo, że przy komediach można się śmiać, a nawet popłakać ze śmiechu.
Jednak ja we wtorek przeżyłam ogromny szok z niedowierzaniem.
Film, który akurat oglądałam (Never been kissed - Ten pierwszy raz) okłamuje wszystkich widzów, ale nie mnie.
Około 25 minuty jest scena z matematycznym stoiskiem.
Jest na nim napisana liczba Pi, a raczej coś, co ją przypomina.
Było tam: π=3,14578699869
Musiałam cofnąć i zobaczyć to jeszcze raz, bo nie uwierzyłam.
Może dla normalnego człowieka to nic nie znaczy. Każdy (albo prawie) wie, że π=3,14.
Pomyślałam, że to jakieś przekształcenie, jakaś dziwna potęga, czy coś takiego.
Szukałam, i nic nie znalazłam.
Nie będę nikogo pozywać, ale ciekawi mnie, czy ktoś jeszcze (jeśli tak, to ile osób) to zauważył.
Może znacie filmy, w których też są błędy takie jak ten?
Teraz już wiem, że naprawdę mam świra na punkcie liczby Pi.
Wiecie, że za własną ciekawość można dostać nagrodę?
Mi się to dzisiaj udało.
Dwa dni temu na moim chlebie zaobserwowałam pleśń, więc nie mogłam już go jeść.
Chciałam już go wyrzucić, ale przyszedł mi do głowy interesujący pomysł.
Pomyślałam, że zabiorę moją pleśń na zajęcia z mikrobiologii.
I tak dzisiaj zrobiłam.
Kiedy wraz z moją ekipą wykonaliśmy zadanie, po kryjomu zrobiliśmy próbkę.
Na ćwiczeniach jest tak, że pani doktor chodzi po sali i sprawdza, czy znaleźliśmy poprawny obraz.
I zainteresowała ją, co udało nam się znaleźć.
Ku naszemu zaskoczeniu, poprosiła nas o wykonanie dwóch dodatkowych próbek z innych kolorów pleśni.
I tak oto na swoim chlebie wyhodowałam takie pleśnie jak:
Aspergillus niger
Rhizopus sp.
Penicillium sp.
Za dodatkowo wykonane zadanie z pleśnią dostaliśmy po punkciku.
Niby nie dużo, ale radość była.
Warunki hodowli miałam lepsze niż specjalne pomieszczenie na uczelni.
Sama prowadząca była zdziwiona.
Zastanawiam się, co mogłabym wyhodować na kolejne zajęcia :)
Tak więc pleśnie nie są takie złe, a nawet przydatne.
Nigdy nie sądziłam, że pleśń mi się do czegoś przyda.
Kolejny będzie ser...
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-11-01

Ostatnie przygotowania

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Zapraszam Was na post po-weselny.
A raczej ciąg dalszy masakry związanej z przygotowaniami.
Ostatnio wspominałam o perypetiach z sukienkami.
W skrócie - kupiłam jedną, która okazała się być z Chin i zamówiłam kolejną, która została wysłana niecałe dwa dni przed weselem.
Kiedy już wracałam do domu, mama napisała, że był kurier.
Kiedy odebrała mnie z dworca, dała mi przesyłkę.
Okazało się, że sukienka w ogóle nie przypominała czegoś normalnego. Raczej szmatkę.
Tak więc moja mama wpadła w lekki szał i pojechałyśmy do centrum handlowego.
Przeszłyśmy dosłownie wszystkie sklepy oprócz jednego. I przed ostatnim stały manekiny. Jeden miał bardzo ładną, ale zieloną sukienkę.
Weszłam z mamą do tego sklepu i przeglądałyśmy sukienki. Spytałyśmy sprzedawczyni, czy jest taka jak ta na manekinie.
Była jedna - w rozmiarze 46. Ale ta na wystawie - 38.
I okazała się idealna. Pod każdym względem.
Cały czas szukałam sukienki niebieskiej, granatowej. A wystarczyło, żebym nałożyła zieloną.
Pamiętajcie! Nie nastawiajcie się na jeden kolor, bo inny może okazać się dużo lepszy.
Na szczęście z dodatkami nie miałam problemów, bo postawiłam na beż.
Jedynie torebka była czarna, a to wiadomo do wszystkiego pasuje.
Do sukienki dokupiłam jeszcze zieloną muszkę i nadszedł koniec masakry.
Na 9 poszłam do fryzjera. Miałam wyprostowane i wyrównane włosy, a pasemka z boków upięte z tyłu głowy.
Zaproponowałam złoty makijaż, który zrobiła mi przyjaciółka i wyglądałam po prostu wow.
Moje czerwone włosy, zielona sukienka i złoto- beżowe dodatki idealnie się ze sobą skomponowały.
Poniżej możecie zobaczyć fragment mnie.
A także przedstawiam Wam moje odkrycie. Już od jakiegoś czasu szukałam małych perfum. Pewnego dnia kiedy szukałam sukienki, zaszłam do H&M. Znalazłam tam rajstopy i małą, cudownie pachnącą buteleczkę.
Było kilka różnych zapachów, ale najlepsza okazała się wanilia.
Mam nadzieję, że nie trafiłam na jakąś sezonówkę i ten zapach będzoe dostępny jeszcze przez długi czas.
W razie możliwości będę uzupełniać ten post zdjęciami. Musi być tylko dobre światło.
A jak pojawią się zdjęcia z wesela, to może także pojawią się, tylko w oddzielnym poście.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki


2018-10-26

Przygotowania do balowania

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Jest już po 2 w nocy, a ja zastanawiałam się, dlaczego nie mogę zasnąć.
Drugi raz mam tak w ostatnim czasie, a rozwiązaniem jest napisanie posta.
Moja forma wyczerpania sił do końca.
Dzisiaj będzie wpis ku przestrodze i do pośmiania się. Dotyczyć będzie mojej najbliższej imprezki.
W tą sobotę (tak, jutro - 27.10) będę miała w rodzinie ślub z weselem.
W połowie maja dostałam zaproszenie i ciągle byłam przekonana, że jest jeszcze dużo czasu.
Aż do około 10 października. Nagle zdałam sobie sprawę, że jestem w dupie z przygotowaniami.
I od tamtego dnia czas nagle przyśpieszył.
Osobę towarzyszącą miałam ogarniętą, byłam w trakcie szukania sukienki i butów, czyli nie tak źle.
Poprawka, buty i torebkę już kupiłam.
Jednak cóż by to było bez komplikacji.
W miniony poniedziałek kupiłam przez internet ładną sukienkę midi. W środę wieczorem dostałam wiadomość, z której wynikło, że w ciągu 10 dni będzie... wysłana z Chin.
Śmiało mogę stwierdzić, że byłam załamana.
W dodatku we wtorek ustaliłam z chłopakiem, że założy czerwoną muszkę, która miała pasować do różyczek na mojej sukience.
Co prawda, jeszcze nie wie, że zmieniam outfit prawdopodobnie na sukienkę granatową.
Ale ona także musi zdążyć do mnie dotrzeć. Już kurier ją ma, tylko jest w Łodzi, a zostało tylko kilkanaście godzin...
Dzisiaj przyjaciółka mnie pocieszyła: mam przynajmniej dobrą kosmetyczkę.
I tu na początku też nie było ciekawie, bo fryzjera udało mi się umówić na 9 rano, a kosmetyczka miała już wszystko zajęte.
Na szczęście moja przyjaciółka zgodziła mi się pomóc.
W nieszczęściu zawsze znajdzie się jakieś szczęście.
Wszelkie zdjęcia outfitowo-dodatkowe pojawią się później lub jutro w oddzielnym poście.
A na razie żegnam Was i trzymajmy kciuki, żeby kurier zdążył dzisiaj do mnie przyjechać.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki

2018-10-20

W-f na studiach, czyli dylemat z kolorem

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Ostatnio mam bardzo dużo na głowie.
Zajęcia na uczelni mam od rana do wieczora, informacje do przyswojenia na wejściówki są dookoła, za tydzień idę na wesele (od tygodnia latam po Warszawie za sukienką i butami), a dzisiaj rozpoczęły się rekolekcje, które także prowadzę.
Już kilka razy chciałam napisać post, ale za każdym razem przegrywałam.
Teraz mimo zmęczenia i jutrzejszej wczesnej pobudki zebrałam się i oto jestem.
Było już kilka pomysłów na dzisiejszą tematykę, ale chyba zostanę przy pierwszym.
W tym semestrze mam w-f. Na zajęcia trzeba mieć obuwie z białą podeszwą (niby może być beżowa, ale komu chciało się o tym mówić przed pierwszymi zajęciami...). W przeddzień mojego pierwszego studenckiego w-fu latałam od rana w poszukiwaniu butów. W końcu mi się udało, ale to co było potem nie obyło się bez super dawki śmiechu.
Buty są całe białe. Tak więc postanowiłam je podrasować. Miałam ze sobą pomarańczowe sznurówki i pomyślałam, że to dobry czas na ich wykorzystanie. Co mi z tego wyszło?
Jeden but zostawiłam z białą, a drugi z pomarańczową sznurówką. Ot, dylemat.
Rano, tuż przed wyjściem na zajęcia, zostawiłam dwie identyczne sznurówki. Jakie? Tego możecie dowiedzieć się ze zdjęcia.
Druga sprawa to mój pokój w akademiku. Jak wiadomo - jednoosobowy.
Był.
Załatwiłam sobie dwójkę współlokatorów. Dziwne, co nie?
Pewnego dnia wpadłam na pomysł, że fajnie byłoby zrobić ze sobą coś pożytecznego.
I tak wylądowałam w sklepie zoologicznym.
Jako, że ogrodnictwo w poprzednim roku mi nie wyszło, postanowiłam kupić zwierzaczki, a dokładnie rybki.
Prawie pół godziny stałam przed akwariami, aż w końcu wybrałam dwie rybki.
Nie zapomniałam także o pokarmie dla nich.
W drodze powrotnej myślałam w czym je będę trzymać. No i wymyśliłam, że nada się szkło po świecy.
Następnego ranka jedna rybka nie żyła.
Zasmuciłam się, bo nie myślałam, że tak szybko to się stanie. W dodatku ta jedna miała imię.
Ale nie poddałam się. Ucięłam górę butelki po wodzie (1,5l) i wprowadziłam do niej rybkę.
Jeszcze żyje, więc to chyba nie najgorsze warunki.
Poniżej możecie zapoznać się z gatunkami, nazwami i zdjęciami moich maluchów.
Brzanka różowa - Candy †
Brzanka sumatrzańska - Zebra
Na tę chwilę się żegnam, bo zostało mi niecałe 6 godzin snu, a jutro gram w pantomimach.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki




2018-10-08

Kruche ciasteczka dla łasuchów

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście.
Dzisiaj przygotowałam zabójczy przepis.
Niedawno zrobiłam ciasteczka (oczywiście bezglutenowe), od których trudno się oderwać.
Robi się je bardzo szybko, a jeszcze szybciej znikają.
Z każdej części wyszło 30 ciastek, czyli razem 60.
Zapraszam do zapoznania się z przepisem, a następnie do rewolucji w kuchni.

Składniki:
  • 250g miękkiego masła
  • szklanka cukru
  • 2 jajka
  • 500g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • kilka kropel aromatu waniliowego
  • tabliczka gorzkiej czekolady (opcjonalnie)

Przygotowanie:
  1. Masło wymieszać mikserem z cukrem, dodać jajko i krótko wymieszać.
  2. Dodać mąkę z proszkiem do pieczenia i aromat. Wymieszać mikserem przy użyciu widełek - ciasto będzie gęste.
  3. Dodać pokrojoną czekoladę i wymieszać ciasto łyżką.
  4. Z ciasta formować kulki wielkości orzecha włoskiego, a po ułożeniu na blasze z papierem do pieczenia rozpłaszczyć (np. szklanką).
  5. Piec w 180°C przez 15 minut.
  6. Po wyjęciu z piekarnika odczekać chwilę przed ich przełożeniem i konsumpcją.
Przechowywane w plastikowym pudełku (lub misce) wytrzymują co najmniej tydzień.
Smacznego :)
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki


2018-10-04

Aplikacja do pixelowania

Hej Kochani,
Witam Was w kolejnym poście z serii Pyssla.
Dzisiaj, tak jaj zapowiedziałam, będzie trochę inny wpis.
Jakiś miesiąc temu wpadł mi do głowy ciekawy pomysł.
Chciałam Wam przedstawić jak wyglądają początki robienia kolejnych prac.
Zazwyczaj jak nagle przyszedł mi do głowy pomysł, to rysowałam to na kartce w kratkę. Utrudnienie było, kiedy miałam już pomysł na kolory, wtedy w kratkach pojawiały się różne kropki, kreski i szlaczki, które symbolizowały poszczególne kolory. Czasami było bardzo ciężko.
I tak oto przez ostatnie dwa tygodnie testowałam kilka aplikacji na Androida (sorry dla innych systemów operacyjnych).
Miałam kilka kategorii do oceny, ale na szczęście na koniec została jedna apka.
Najlepsza okazała się: Pixel Art Builder.
Możecie ją pobrać w Sklepie Play na swoich androidkach, albo przez ten link: https://play.google.com/store/apps/details?id=com.keeratipong.pixelartbuilder&hl=pl
Aplikacja zajmuje 7,6 Mb, co jest na duży plus. Druga apka, która przeszła do finału, zajmowała niestety ponad 150 Mb, więc mimo posiadania dodatkowej funkcji, musiałam z niej zrezygnować.
Niby chodzi o zwykłą zabawę pixelami, ale jednak to coś ważnego.
Skoro teoria omówiona, to zapraszam Was na podgląd aplikacji. Główną rolę zagrają zdjęcia, a do nich dołączony tylko krótki opis wykaśniający o co chodzi.
Na każdym zdjęciu jest zaznaczona inna opcja, i to właśnie one będą wyjaśnione.
  • Ołówek - to nim się posługujemy, kiedy chcemy coś narysować.
  • Gumka - wymazujemy niechciane kratki.
  • Farba - zmieniamy nią całe tło lub zamknięte obiekty.
  • Ukośna linia - wybieramy, co chcemy narysować: prostą, czworokąt lub okrąg.

  • Lupka - po kliknięciu można przesunąć tło.
  • Zakraplacz - po kliknięciu na zastosowany kolor możemy nim rysować.
  • Opcje (pionowe •••) - możemy zacząć od nowa, zapisać nasz rysunek, a nawet wczytać.
  • Kolor - mamy do wyboru całą gamę kolorów.

  • 1 Pt. - po kliknięciu zmienia się kolejno na 3 Pt., 5 Pt., 7 Pt., 9 Pt. i od nowa w 1 Pt. Pozwala to na zwiększenie rozmiaru ołówka do kwadratu o boku następującej długości. Jak to wygląda, możecie zobaczyć na wcześniejszych zdjęciach.

Są jeszcze dwie strzałki, które pozwalają na cofnięcie lub, w przypadku zbyt dalekiego cofnięcia, na ponowienie kroku.
Mam nadzieję, że post Wam się spodobał.
Dzięki temu chociaż troszkę możecie się przybliżyć do tworzenia wzorów Pyssla.
Życzę miłego dnia.
Pozdrawiam
Nicki